środa, 8 marca 2017

Kobiecość razy cztery..


Dzsiaj chciałabym się w Wami podzielić moimi przemyśleniami w związku z dzisiejszym Dniem Kobiet...właśnie dzisiaj, po raz pierwszy w życiu podeszłam do tego dnia zupełnie inaczej niż do tej pory. Natchęło mnie, by zagłębić się w siebie i zastanowić się czym w ogóle dla mnie jest kobiecość, jak ją czuję i rozumiem... Zastanawiałam się też jak daleko jestem od swojej własnej kobiecości i muszę przyznać, że właśnie wtedy uderzyła mnie jedna myśl...wręcz mnie zmroziła...ja nie jestem odpowidzialna jedynie za swoją wizję kobiecości, ale mam przed sobą niezwykle trudne zadanie jakim jest wprowadzenie w ten świat, aż trzech małych dziewczynek, które pewego dnia staną się kobietami. Nie ukrywam, że przeraziła mnie ta wizja... w dzisiejszych czasach, kiedy rola kobiety często sprowadzana jest jedynie do obiektu seksualnego nie lada wyzwaniem jest wychować młode kobiety tak, by były ponad to, by w każdym czasie znały swoją wartość i piękno. Pododbnie jest z wymaganiami wobec kobiet, które jednocześnie powinny robić nieprzeciętną karierę zawodową, być pełnoetatową i niezwykle kreatywną mamą, mieć czas na uprawianie sportu, fit odżywianie i wyglądać niczym bigini.. I znowu marzy mi się, bym wychowała swoje córki tak, by były ponad to, by same wiedziały i czuły w czym chcą się realizować, by w tym odnalazły szczęście i spokój..
Naprawdę trudne to zadanie...zwłaszcza, że ja sama pomimo swojego wieku, stażu pracy i potrójnego macierzynstwa nadal jestem na etapie odkrywania swojej kobiecości i coraz bardziej zaczynam poszukiwać, rozmyślać, inspirować się..
I właśnie na tym etapie jestem wdzięczna za taki wynalazek naszych czasów jak internet, To dzięki niemu mogę poznać tyle wspaniałych kobiet, które mnie inspirują każdego dnia. Odwiedzając niektóre z moich ulubionych blogów i czytając kolejne posty mam wrażenie, że tak wiele mogę, że tyle ode mnie zaleźy. Uczę się innego podejścia do życia i wielu spraw, w tym kobiecości. Szukam też w ksiażkach.. Jedna jest mi bliska już od kilkunastu lat i wracm do niej na różnych etapach mjego życia, za każdym razem odnajduję w niej inne bogactwo i czerpię garściami,




Dzięki dziennikowi osobistemu i moim zapiskom w nim jestem w stanie zobaczyć jaką przeszłam drogę, ile się zmieniło w moim wyobrażniu kobiecości, a co pozostaje niezmienne..



Na każdej stronie mam zaznaczone conajmniej kilka cytatatów, które dotykają mojego serca...dokładnie pamiętam ten poniżej, jakie zrobił na mnie wrażenie kilkanaście lat temu, kiedy byłam jeszcze panną..






W związku z moimi przemyśleniami dzisiejszymi, bardzo mi zależało, by spędzić ten dzień z dziewczynami jakoś inaczej..wyjątkowo..
Miriam uznała, że ciasto marchewkowe jest wręcz idealne na tę okazję...zatem podczas jej pobytu w szkole, my z HaNką...




ciężko pracowałyśmy..















Mimo wszystko znalazłyśmy też czas na zabawę, ale pozstając w temacie kobiecości :)






Właśnie to jest najtrudniejsze...by pokazać, że każda sfera kobiety jest ważna, ale należy je wszystkie odpowiednio zbilansować i znaleźć równowagę..




Szczerze marzę o tym, bym wychowała prawdziwe KOBIETY, mam nadzieję, że kiedyś z wielką radością i spokojem w duszy uznam tę część mego powołania za wykonane :)


A jeszcze życzę Wam i sobie tego, byśmy były jak ona....


czwartek, 2 marca 2017

Okołukulinarnie, bułeczki i przepiśnik

Już dawno na facebook'u obiecałam Wam, że podzielę się moim ulubionym przepisem na najlepsze śniadaniowe bułeczki. Niestety ten ostatni czas nie był dla naszej rodziny zbyt łaskawy i pierwsze dwa miesiące roku nie dawały mi możliwości, by znaleźć czas na pisanie. Na szczęście wszystko powoli wraca do normy, choroby odchodzą w zapmnienie i lepiej niech nam już odpuszczą :)
Właśnie dlatego ten przepis, to dowód na to, że zrobienie domowych bułek to prosta i szybka sprawa, a rodość, smak i zapach bezcenne. 
Tak jak już pisałam, moim marzeniem jest, by dom rodzinny moim córkom kojarzył się właśnie z domowym pieczywem, pachnącym i pysznym, ze wspólnym biesiadowaniem przy stole..


Skład:
400g mąki pszennej, 
18dag drożdży świeżych
ok.250ml wody w temperaturze pokojowej
łyżeczka soli

Przygotowanie: Mąkę przesiać do miski, wkruszyć drożdże, zalać połową wody, zostawić na 10 minut. Jeśli używamy suszonych można wyrabiać od razu. Dodać sól, wyrobić naoliwioną ręką ciasto, stopniowo, małymi porcjami dodając resztę wody. Nie na raz, bo będzie trudniej i maziściej. Po kilku minutach, ciasto powinno być w miarę sprężystą, zwartą ale luźną kulą. Jeśli  będzie zbyt płynne, należy dodać trochę mąki, ale niezbyt dużo. Wstawić do lodówki na noc lub kilka godzin lub zostawić w ciepłym miejscu czekając do podwojenia objętości ciasta, jeśli chcemy piec bułki od razu po wyrośnięciu. Można podgrzać piekarnik do 50 st. wyłączyć i tam wstawić ciasto przykryte ściereczką. Zdarzało mi się, że ciasto przez noc w lodówce bardzo urosło, ale raz - wcale. Ale po wyjęciu i wstawieniu do lekko podgrzanego piekarnika - ożyło. Ciasto podzielić nożem najpierw na dwie, potem cztery, następnie na osiem równych części. Blaszkę wyłożyć papierem do pieczenia. Z ciasta formować kule i ułożyć je na blaszce. Zostawić na ok. 20 minut w nagrzanym do 30 st. piekarniku lub na blacie w kuchni , jeśli jest ciepło. Po wyrośnięciu wykonać tępą stroną noża wgłębienie. Posmarować bułki oliwą z mlekiem. Jeśli chcemy mocniej rumianych - roztrzepanym żółtkiem. Piekarnik rozgrzać do 200 st i piec bułki ok. 20 minut. Wyjąć z pieca od razu po upieczeniu. 
Przepis znaleziony na przepysznym blogu Niebo na talerzu.







Pozostając w klimatach okołokulinarnych chciałabym pokazać jeszcze jakie cudeńko niedawno kupiłam z myślą o przepisach, z których korzystam. Książkę kucharską ze sprawdzonymi przepisami do tej pory prowadziłam w pięknym zeszycie, który kupiłam sobie jeszcze jako nastolatka. Bardzo długo trzymała go w szufladzie, bo wyjątkowow piękny i zawsze było mi żal w nim cokolwiek zapisać. Pewnego dnia wpadłam na pomysł, by przeznaczyć go na przepisy. Służył mi kilka lat....niestety któregoś razu HaNusia bardzo chciała dopisać swoje przepisy i całego ozdobiła swoim "pismem" i radosną twórczością..
Początkowo było mi bardzo przykro, ale z czasem uznałam to za świetny pretekst, by zacząć wszystko od nowa. Wiele razy podziwiałam w księgarniach piękne przepiśniki, ale nie dałam się skusić, bo przecież miałam swój własny zeszyt. No i "dzięki" córeczce mogłam zaszaleć. Jeżeli szukacie dobrze wykonanego przepiśnika, który jest dodatkowo pięknie wykonany i nie ma w nim zbędnych przepisów, to bardzo Wam polecam, ten który mi się udało kupić, Cieszę się, bo jest w nim sporo miejsca na pisanie, kartki są grube i mocne, a cały zeszyt podzielony jest tematycznie. No i te poziomki, jak mogłabym im się oprzeć w tym szaroburym lutym :)

















No te poziomki......



Ja zmykam do przepisywania, a Was kolejny raz zachęcam do odwiedzania nas na Instagramie :) Jeteśmy tam niemalże codziennie :)
Słońca życzę i zapachu wiosny jak nawięcej..

sobota, 7 stycznia 2017

Lodowe witraże..

Witajcie,
dzisiaj tak szybciutko...może Was zainspirujemy do mroźnej twórczości, by jak najlepiej wykozrystać ten szalony atak zimy ;)
Niestety z powodu ospy jesteśmy uwięzieni w domu i nie możemy cieszyć się urokami tej pięknej pory roku...póki co omijają nas szczypiące policzki, trzeszczące buty i zamarzający oddech, ale nie dajemy się i jak zwykle tworzymy..
Tym razem powstały lodowe witraże...coś pięknego!
Zaangażowani całą rodziną stworzyliśmy zamarzające obrazy, któe wyglądają po prostu bajecznie, tak łatwo je wykonać, a efekt zachwyca!
Żadne ze zdjęć nie oddaje uroku witraży, a piękno ich zmienia się zależnie od tego, czy świeci słońce i pod jakim kątem, czy zapada zmrok i delikatnie oświetlają je świąteczne lamkpi...koniecznie spróbujcie!
dybym miała własn ogród ozodobiłabym witrażami wszystkie drzewa :D :D






Najpierw do płaskich pojemników nalaliśmy wody, którą dziewczyny wcześniej podbarwiły plakatówkami. Mi ososbiście podobają się najbardziej chyba takie bezbarwne z czystej wody, ale nie chciałam psuć dziewczynom frajdy :) Potem zatapiałyśmy w wodzie to co znalazłyśmy pod ręką...goździki, suszone porańcze, liść laurowy. Tak przygotowane pojemniki wystawiliśmy na balkon...czyli na działanie siarczystego mrozu :D





Nie wiem czy to za sprawą dodanej farby, ale strasznie długo woda ta zamarzała, byliśmy bardzo zdziwieni, kiedy jednak to nastąpiło K. rozgrzewał nad palnikiem gwoździa, którym "wycinał" dziurki w witrażach. Działać trzeba było w pośpiechu, bo obrazki szybko topniały. 
Jeszcze tylko sznureczek i na mróz...ozdabiamy drzewa, balkony, płoty...i zachwycamy się pięknem naszego małego dzieła sztuki :)

Jak to wspaniale cieszyć się z tak prostych rzeczy..
za każdym razem kiedy wchodzę do pokoju i widzę nasze witraże, to serce mi się raduje, że po raz kolejny mam dowód, że tak niewiele trzeba.....













A gdyby zabawy lodowe przypadły Wam do gustu, to spróbujcie koniecznie zamrozić bańki mydlane! Wspaniała zabawa dla dużych i małych...potrzeba płynu do baniek i mrozu przynajmniej -7 :) Najpierw pięknie zamarzają, a potem cała frajda w ich kruszeniu :)





niedziela, 1 stycznia 2017

Przez dziurkę od klucza 2...grudzień

Witajcie...nudna będę, bo znowu zacznę od tego, że nie wiem jak to możliwe, że czas tak straszliwie pędzi! Dzisiaj możecie podejrzeć przez dziurkę od klucza co działo  się u nas w grudniu, tym niezwykłym miesiącu w roku :)
Pomimo tego, że pogoda była bardzo jesienna udało nam się wyczarować klimat świąteczny w pełnej krasie.. wspaniały czas. Najbardziej się cieszę z tego, że udało nam się uniknąć pośpiechu, kolejek, korów i całej tej gorączki przedświątecznej, która tylko niszczy ducha Bożego Narodzenia.
Swoją drogą kupowanie prezentów drogą internetową, to świetna sprawa ;)
A teraz podglądamy...miło wrócić jeszcze raz do tych chwil...



Grudzień rozpoczął się u nas wielkim , rodzinnym pieczeniem pierników...ten zapach...będę tęsknić!





Powoli zaczęliśmy wprowadzać się w świąteczne klimaty




A co niedzielę zapalaliśmy kolejną świecę adwentową..




Aż pewnego dnia okazało się, że już czas czyścić buty, bo Mikołaj w drodze...
Moje buty ktoś dokładnie wymył za mnie... :)





Na parapecie robi się tłoczno...już 5 butów czekało...ledwie wystarczyło miejsca na smakołyki dla Mikołaja i reniferów :)








A o poranku, wczesnym poranku emocji było tyle, że zdjęcia sensowanego nie dałam rady zrobić!




A w te zwyczajne dni grudniowe też nam się nie nudziło..



Bardzo dużo spacerowaliśmy...




Może śniegu brakowało, ale zdecydowanie bywało ślisko!!!




..i pięknie!



W końcu nadszedł upragniony dzień, kiedy to ustroiliśmy choinkę i cały dom!





..Uwielbiam te chwile... i proszę zwróćić uwagę, na HaNkę :) w buzi oczywiście cukierek z choinki....aż nie wiem, czy się chwalić, ale sprzed kilku lat :p  tylko przyznacie sami, że takie smakują najlepiej i, że to obowiązkowy punkt programu przy strojeniu choinki :)




No i jeśli już jesteśmy w temacie wyjadania....w grudniu przyszedł też czas na ozdabianie pierników....a może raczej na wyjadanie posypek... :)




Mimo wszystko większość życia rodzinnego kręciła sie wokół choinki...




No i nadeszły...Święta Bożego Nardzenia..czas wypatrzeć pierwszą Gwiazdkę!
W tym roku świątowaliśmy u dziadków w większym gronie :)




Końcówka roku to już świętowanie na całego, cudowny przeSylwester u przyjaciół...




A na sam koniec Sylwester właściwy, bardzo rodzinnie i niezwykle przeżyty....oby cały rok towarzyszyły nam takie piękne emocje jak tej nocy...






To już koniec...zaczął się nowy miesiąc, nowy rok..ja zmykam do moich dziewczyn...one planują lepić z plasteliny, więc jakby nie mam większego wyboru :) Ściskam Was serdecznie i
 życzę PIĘKNEGO NOWEGO ROKU!!!!! 

czwartek, 29 grudnia 2016

Piękny czas...

Witajcie...poświątecznie już, choć nie wiem jak to możłiwe, że czas tak pędzi!
U nas jeszcze klimat świątecny panuje na całego i staram się nim nasycić nim minie ten piękny okres w roku.
Wszystkie świąteczne dni spędziliśmy u rodziców, ale nasze mieszkanko i tak przygotowaliśmy na Boże Narodzenie jak należy. Były porządki świąteczne i wielkie strojenie domu. 
To jedna z moich ulubionych części przygotowań przedswiątecznych, choć wbrew pozorom bardzo pracochłonna. Właśnie z tego powodu co roku zabieramy się za to na tydzień przed świętami, by zrobić to na spokojnie i przemyśleć każdy akcent. 
Oczywiście od wielu dni przyglądałam się inspiracjom wnętrzarskim i zachwycałam się pięknymi dekoracjami innych blogerek, tak zaplona dopracy zabrałam się za strojenie naszego małego świata. Jeśli chodzi o wystrój Bożonarodzeniowy, to niezwykle ważne są dla mnie tradycje i klimat, który odtwarzamy co roku, właśnie wtedy powstają najlepsze wspomnienia, a ja mam nadzieję, że moje dzieci będą mieć tak samo wspaniałe i bogate wspomnienia związane z Bożym Narodzeniem co ja wyniosłam z mojego domu rodzinnego. 
Oboje z K. mamy swoje pamiątki w postaci bombek, stroików świątecznych, kóre mają dla nas wartość nieopisaną i dla nich zawsze się znajdzie miejsce w naszym domu...mam nadzieję, że dziewczynki też otrzymają od nas taki bagaż dobrodziejstw :)
Jedynym kłopotem jest, to by nie przesadzić w ilości dekoracji i by nie zagracić niewielkiej powieszchni mieszkania. Mam nadzieję, że mi się to udało. 
Dzisiaj zapraszam Was w nasze kąty.. zdjęć jest tyyyllee, że już nic nie piszę, po prostu popatrzcie...

















Jedna z moich ulubionych dekoracji, które sama uszyłam :)






Przepiękny, ręcznie wykonany prezent od przyjaciółki..











Takie delikatne akcenty uwielbiam...dla wtajemniczonychy ;)

















o. Adam Szustak..nasze odkrycie adwentowe! Rekolekcje internetowe "Wilki dwa"... koniecznie zajrzyjcie, nie ważne, że adwent się skończył! Musicie poznać tego człowieka :)




świąteczne lektury...




A w pozostałych pomieszczeniach...








































A na koniec zostawiam Was jeszcze z prośbą, byście koniecznie obejrzeli przepiękny film świąteczny. Wspaniały klimat, zupełnie inny niż ten komercyjny.. polecam całym sercem..
Na YouTube dostępny jest w całości!


A teraz zmykam szykować Noworoczne przysmaki, bo my zaczynamy świętowanie nieco wcześniej, ale o tym nastęonym razem..
Pieknego czasu Wam życzę :)