poniedziałek, 30 września 2019

Czy to edukacja domowa?




 Mój ukochany pisarz, Fiodor Dostojewski, powiedział:

"Podstawową siłą pedagogiczną jest dom rodzinny"

Jakże często w ostatnim czasie przychodzi mi do głowy ten cytat..
Wrzesień wbrew pozorom to jeden z moich ulubionych miesięcy. To dla mnie taki mały nowy rok..taka gruba linia oddzielająca to co było do tej pory i kolejna szansa na nowe, na wprowadzenie zmian, postanowień.. Domyślam się, że wiele osób teraz skrzywi się pod nosem myśląc, że to bez sensu, jednak ja zdecydowanie należę do osób, którym to pomaga i które to motywuje. Pamiętam radość jaką dawały mi nowe przybory szkolne, jakie miałam plany i wyobrażenia o tym nowym roku..
Właśnie teraz jest ten czas, kiedy temat szkoły i edukacji jest obecny w mediach, w wielu rozmowach i właśnie o tym chciałam Wam napisać.
Od połowy wakacji spotykam się na każdym możliwym kroku z pytaniem o to czy moje córki idą do przedszkola. Uwierzcie mi , że nie było dnia bym nie została o to zapytana. Najdziwniejsze dla mnie działo się wtedy, kiedy odpowiadałam, że Hania owszem (ponieważ jest już w takim wieku), natomiast Krysia zostaje ze mną w domu. Przeogromne było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że taka postawa budzi zaskoczenie, żeby nie powiedzieć oburzenie. Jak się okazuje przedszkole w opinii większości osób jest jedynym miejscem, w którym dziecko może się rozwijać i zabierając mu taką możliwość ograniczam je bardzo poważnie,
No dla mnie to był szok, zwłaszcza, że niemalże każdy kto podejmował ze mną rozmowę na ten temat nie krył zdziwienia skąd taka decyzja i twierdził, że powinnam ją zmienić. Początkowo próbowałam walczyć tłumacząc czym się kierowałam, ale z czasem zrozumiałam, że to nie ma sensu. Mimo wszystko temat ten tak bardzo mnie poruszył, że musiałam się Wam tutaj wygadać..
Jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie podejście do tego. Nie chcę wdawać się w rozważania czy lepiej wrócić do pracy, czy zostać z dzieckiem w domu, bo nie o to mi chodzi, tylko czy nie pracując zawodowo powinnam oddać dziecko do przedszkola czy nie.
Przecież jeszcze do niedawna, patrząc nawet na swoje dzieciństwo. dla rodziny, w której mama była w domu naturalnym było, że dziecka nie posyłano do placówki, tylko zostawało w domu, aż do momentu kiedy wchodził w grę obowiązek szkolny. Przez wszystkie wieki było to wprost oczywiste, że dziecko najlepiej rozwija się w domu, że właśnie tego mu najbardziej potrzeba. Nagle ostatnie kilkanaście lat tak pozmieniało ludzką mentalność, że bez przedszkola się nie da, że już trzylatek musi uczęszczać do placówki i spędzać tam połowę swojego dnia. Musi, bo robią tak wszyscy pozostali. Naprawdę jest mi  ciężko to zrozumieć.. Nie chcę absolutnie negować przedszkoli, bo uważam je za bardzo potrzebne...no właśnie bardzo potrzebne , ale rodzinom, w których oboje rodzice pracują. Właśnie dlatego powstały przedszkola, by zapewnić dzieciom opiekę. Ja jestem w domu, opiekuję się małym Stasiem i zupełnie naturalnym dla mnie jest to, że Krystyna jest z nami..
Argumenty, że mogłabym odpocząć słyszę równie często.. Owszem, pewnie i bym wypoczęła, ale w tym momencie kto byłby odpowiedzialny za wychowanie mojego dziecka, kto miałby na niego największy wpływ i spędzał z nim najwięcej czasu..
Ostatnio bardzo popularny stał się temat edukacji domowej także dotyczącej dzieci w wieku przedszkolnym. Chociaż jestem wielką miłośniczką tematu, będąc nauczycielem z powołania tak bym tego naszego czasu nie nazwała. My po prostu jesteśmy razem i to stwarza najwięcej sytuacji edukacyjnych, a dziecko chłonie wszystko jak gąbka. Jestem przekonana, że nie jest to czas stracony i że daję dziecku to co najlepsze.
A co jeśli wrócę do pracy i będę zmuszona posłać dziecko do przedszkola wcześniej? Po prostu to zrobię i świat się nie zawali, ale teraz korzystam z tego przywileju dla mnie i mojej rodziny. Naprawdę ciekawa jestem Waszego podejścia...
Mam nadzieję, że powoli ucichnie ten temat i już nikt nie będzie drążył, dlaczego to ja ograniczam dzieci :) Jestem wdzięczna za to, że póki co mamy ten czas i nic nas nie goni.


A takie sytuacje wbrew pozorom tyle uczą..









Dzisiaj w wychowaniu na pierwszym miejscu dba się o edukację dziecka, a moim zdaniem najpierw trzeba dać mu jak najmocniejsze podwaliny do tego, by umiało sobie radzić emocjonalnie w tym dziwnym świecie, w tym całym zabieganiu, które na szczęście jeszcze przed nim, a którego nie uniknie..

















Wcale nie trzeba być pedagogiem, by mieć pewność, że dziecko nie będzie odbiegało od rówieśników..
Wystarczy kochać..i być..










Pewnie potraficie sobie wyobrazić jaką radość sprawiło Krystynie to,  że mogła ze mną upiec ciasto. Bez pośpiechu, od tak sobie w zwykłą środę..
A przy okazji ileż to matematyki ukrytej w tym było..




Jak zwykle dodam jeszcze kilka migawek z naszej codzienności, bo uwielbiamy rodzinnie do nich wracać :)
Niedawno odwiedziła nas przekochana rodzinka...rok temu wstawiałam zdjęcie z naszego spotkania i to niesamowite, że to tylko rok, a jaka zmiana :)
Pozdrawiam Was, bo pewnie to czytacie i może właśnie się uśmiechacie do ekranu :)




Kilka dni temu mój zwykły dzień zamienił się w wyjątkowy...ale jak mogło być inaczej..
Zobaczcie jaką wiadomość otrzymałam od mojego chleba powszedniego :)





W ostatnim czasie otrzymaliśmy bardzo dużo naturalnych, ekologicznych owoców..
pisząc dużo mam na myśli naprawdę duuuużżżooo :)
To zaledwie połowa!!!







A co powstało z tych pysznych śliwek pokażę Wam niebawem :) Czekoladoholicy strzeżcie się :)




 Ależ się rozpisałam...może ktoś tutaj dotarł :)\
Życzę Wam pięknego tygodnia!









wtorek, 10 września 2019

Wyjątkowy wpis..

Witajcie..
Jak długo mnie tutaj nie było, pora wrócić..
W ostatnim czasie dostałam tyle bodźców do tego, by znów zacząć pisać, że nie mogło być inaczej. Podczas mojej nieobecności w tym miejscu wiele razy zastanawiałam się po co mi to, jaki to ma sens...aż w końcu zajrzałam tu i przepadłam..
Przeglądając kolejne wpisy i wspominając wszystkie te uchwycone chwile stwierdziłam, że MUSZĘ wrócić, tyle wzruszeń i radości ile mi sprawiło czytanie starszych postów mówi samo za siebie.
Przemiłe było dla mnie to również, że wiele osób zachęcało mnie, by zacząć raz jeszcze...
Zakładając tego bloga myślałam, że będzie to blog typowo robótkowy, później jakoś tak wnętrzarsko mi się zamarzyło, aż w końcu coraz więcej wpisów dotyczyło naszej zwykłej codzienności i moich przemyśleń wszelkich...wtedy właśnie zwątpiłam w sens istnienia tego miejsca, ale wciąż pojawiał się ktoś, kto mówił, że to właśnie te wpisy są najcenniejsze i wiem, że są osoby, które czerpały dobro z tej mojej pisaniny...
Zatem wracam i chcę, by ten post był wyjątkowy...

Dlatego po prostu przedstawię Wam kogoś wyjątkowego, ponieważ w naszym życiu sporo się zmieniło do ostatniego wpisu..
Oto Staszek, mój mały mężczyzna, który na samym początku lata przyszedł na świat i powiększył nasze serca.. Nasz syn...




Stasio jest niezwykłym chłopcem... już przez sam fakt, że po prostu JEST..
Cudownie być mamą czwórki dzieci..
Między innymi o tym będę chciała pisać..





No i o tym jak ten mały chłopiec radzi sobie w tej zdominowanej mimo wszystko przez kobiety rodzinie...bo jak widać na zdjęciu starsze siostry radzą sobie z nim doskonale haha
Mama wyszła tylko na chwilkę z pokoju...ale w sumie nie wygląda na niezadowolonego ;)






Tak właśnie o tym będę pisać, o naszej codzienności, naszych przemyśleniach i wartościach, o pasjach i tym co dla nas ważne..
O byciu rodziną wielodzietną w czasach, kiedy to już nie jest takie oczywiste...




Do następnego wpisu :)

wtorek, 5 czerwca 2018

Wielki Dzień Miriam

Witajcie Kochani!
Trochę mnie tutaj nie było, ale wydarzenia związane z ostatnim miesiącem pochłonęły nas kompletnie. Działo się naprawdę wiele, ale najważniejszy był oczywiście dzień, w którym Miriam po raz pierwszy przyjęła do swojego serca Pana Jezusa.
Dokładnie rok wcześniej rozpoczęliśmy przygotowania duchowe do tego pięknego wydarzenia i naprawdę myślę, że dobrze ten czas wykorzystaliśmy. Jestem dumna, ponieważ wiem, że Miriam była świadoma tego jaki wielki dar otrzymuje i rozumiała jego znaczenie. Mówiąc szczerze niewielu z rodziców przykłada wagę do tego, by swoje dziecko w jakikolwiek sposób przygotować na ten moment, ale wiem też, że się da i jeśli jeszcze przed Wami Pierwsza Komunia dziecka, to koniecznie spróbujcie poświęcić trochę czasu na wspólne rozmowy, może ciekawe filmy religijne, czy uczestnictwo w jakiś ciekawych wydarzeniach...czasem po prostu wspólne słuchanie muzyki chrześcijańskiej może być bardzo pomocne :)
Naprawdę cieszę się, bo wiem, że nam się udało, także jeśli chodzi o kwestię prezentów komunijnych. Miriam otrzymała podarunki niezwykle przemyślane przez gości, dopasowane do niej, a co najważniejsze nie przyćmiewające charakteru święta.
Bardzo nam zależało. by ten dzień był wyjątkowy i bardzo odświętny. Miriam była niezwykle przejęta, emocje i upał niestety ją osłabiły, ale ostatecznie wszystko dobrze się skończyło :)


 Świętowała z nami najbliższa rodzina :)











Oczywiście tort oraz reszta wystroju obowiązkowo były niebieskie..






Wiecie co, chociaż przeraża mnie to w jaką stronę idzie obdarowywanie dzieci prezentami komunijnymi, to udało nam się znaleźć kompromis. Zamiast kolejnego elektronicznego gadżetu można spełnić inne dziecięce marzenie...jednym z przykładów jest flet poprzeczny, który będzie przepiękną pamiątką na całe życie.



A tak naprawdę to niesamowite, kiedy człowiek uświadamia sobie jaka ogromna odpowiedzialność na nim spoczywa. Jak wiele zależy od naszego nastawienia, podejścia i przede wszystkim od tego jaki sami dajemy przykład swoim życiem i postępowaniem..



Dzięki Pierwszej Komunii Miriam ja przypomniałam sobie jakie znaczenie ma w naszym życiu spowiedź..to takie wzruszające widzieć swoje dziecko, które niedawno takie maleńkie było, a teraz z wielkim zaangażowaniem przygotowuje się do tego trudnego sakramentu jakim jest pojednanie. Kiedy widzisz swoją córkę, która tak dojrzale do tego podchodzi i czujesz z jaką wiarą i ufnością wkracza na nową drogę..




Kocham je nad życie i marzę o tym, bym umiała im wskazać Dobrą Drogę..









Zakończenie tego dnia było bardzo zaskakujące :)
Jeden z prezentów (a właściwie to nawet kilka) było bardzo tajemniczych. Miriam dostała szalik do przewiązania oczu i dokładną instrukcję co dalej z tym zrobić...
Musiała jednak poczekać do końca przyjęcia..




Tego to się kompletnie nie spodziewała. Zupełnie nieoczekiwanie udało nam się spełnić jedno z największych marzeń Miriam...i to dokładnie w takim czasie.. To bardzo wzruszający moment..
Własny ogród..





Miriam była tak onieśmielona, że dopiero po długim czasie dotarło do niej co się wdarzyło :) A potem to już był szał :) :)













Za nami naprawdę piękny czas, oby teraz nie zapomnieć o tym, że ten Dar Najważniejszy trzeba pielęgnować w sobie właśnie jak taki gród, by nie zarósł chwastami, ale cieszył oko pięknymi kwiatami!!!

środa, 25 kwietnia 2018

W Jordanie pogody :)

Witajcie :)
Ależ nas wiosna przez ostatnie dni rozpieszczała :) Teraz kiedy nieco spochmurniało i temperatura znacznie spadła zachciało mi się kolorów. Razem z Hanką postanowiłyśmy przynieść nieco wiosny do domu, a właściwie na balkon.
To było niezłe przedsięwzięcie...zobaczcie sami :)



 Ta mina, to zdziwienie (wielkie!) na moje słowa, że ona sama nasypie ziemię do donicy :)



Z wielkim zapałem zabrała się do pracy!



Konewka, z którą Hanka zwykle się kąpie, też poszła w ruch..



A każda taka okazja jest idealna do spotkania z ciekawą (i piękną) książką :)
"Rok z Linneą" to jedna z moich ukochanych książek. Książka należy do Miriam i dla Hani nieco za trudna, ale nic nie stoi na przeszkodzie, by nacieszyć oko pięknymi ilustracjami i porozmawiać o nich.
Cała lektura podzielna jest na 12 rozdziałów zgodnie z miesiącami w roku, a w każdym z nich Linnea pokazuje co ciekawego dzieje się w przyrodzie i podsuwa pomysły na prace przyrodnicze do wykonania przez dzieci.


















A wszystko zaczęło się od porannego spaceru, który zachwycił nas ilością kwiecia..










Koloru szukałyśmy też w książeczce z naklejkami (które Hanka uwielbiam jak pewnie każda istota w jej wieku)..



Cały dzień słuchałyśmy i uczyłyśmy się piosenki jakże dopasowanej tematycznie..
Nawet Krystyna śpiewała fragmenty :)



A swoją drogą w sercu też wiosna :) A to za sprawą cudownego spotkania, które za nami!
Był wspaniale i cieszymy się bardzo, że już niedługo będzie powtórka :)

A to zdjęcie, które mnie zachwyca, choć daalekooo mu do ideału fotograficznego, jednak kto robił kiedykolwiek zdjęcia z taką ilością dzieci ten doceni fakt, że wszystkie oczy patrzą w obiektyw...no niesamowite haha :)



 A jeszcze zobaczcie jakie cudeńko dostałam!
Prześliczny jest :)



Na zakończenie dodam jeszcze, że wstawiając te zdjęcia przypadkowo natknęłam się na fotgrafię z zeszłego roku. To świeży sok z brzozy..
Oj jak mi przykro, że w tym roku nie było możliwości zebrania takiego.


 Kochani pięknego dnia Wam życzę... i wiosny, zwłaszcza tej w sercach :)