wtorek, 21 września 2021

Staszkowe świętowanie i nasze plony.

Witajcie Kochani,
już prawie w jesieni..
Do niedawna aura za oknem nie sprzyjała temu, by nastrajać się jesiennie, jednak widząc takie plony przyniesione z naszej działki ma się wrażenie. że to już...tuż, tuż..
Z drugiej strony zwracając uwagę na to jaki rześki był dzisiejszy poranek można nawet pomyśleć, że jesień jakimś dziwnym zbiegiem wydarzeń w tym roku nie nadejdzie, bo w powietrzu i w zmarźniętych dłoniach zdecydowanie czuć było powiew...zimy. Z samego rana nasz termometr wskazywał całe 2 stopnie, więc myślę, że teraz już bardzo szybko jesień rozgości się na dobre. 
Nie wiem jak dla Was, ale dla mnie ulubiona pora roku.. choć w każdej znajduję powody do zachwytów.





Jak możecie zauważyć w ostatnim czasie wiele radości dawały nam nasze działkowe plony. Pigwa już zalana miodem, czeka na ciepłą herbatkę w ulubionym kubku, słonecznik wyskubany, maliny...zniknęły zanim zdążyłam skończyć robienie zdjęć :)



A rabarbar? Ten pełnił zaszczytną funkcję, ponieważ mieliśmy małe święto w naszym domu. Zaraz więcej i o tym będzie.. póki co popatrzcie, jaka to frajda dla dzieci, które większość z tych roślin same posiały!
Najlepsza forma nauki przyrody :)




Ale dzisiejszy post chciałabym poświęcić świętowaniu... Zanim uczestniczył w tym wspomniany wcześniej rabarbar, to na naszym odświętnym stole pojawiły się ..pierogi! Takie domowe, lepione rodzinnie, z domowej roboty farszem. Takie, które nie mają sobie równych. 
Nasz solenizant uwielbia pierogi, więc tego dnia nie mogło ich zabraknąć.
Swoją drogą tak nas wciągnęło to lepienie, że i kolejnego dnia królowały na naszym stole, do tego z trzema różnymi farszami haha.



Wracając jednak do tematu posta, miało być o świętowaniu..

Kto zagląda na bloga od dawna ten wie, że my jako rodzina uwielbiamy świętować i celebrować różne ważne chwile w życiu. Każda okazja jest dobra, by ją uczcić, a jeśli nie ma okazji do świętowania, to potrafimy sami sobie znaleźć pretekst do tego. Możecie podejrzeć TU i TU i TUTAJ i TU

Jesień w naszym domu jest bardzo bogata w powody do pięknych uroczystości. Jako pierwszy swój dzień obchodzi Staszek. Jego imieniny świętujemy we wspomnienie jego patrona św. Stanisława Kostki. 



Jak pewnie się domyślacie niektóre nasze rodzinne uroczystości są bardziej zorganizowane, w niektórych uczestniczą zaproszeni goście, a jeszcze inne spędzamy w domowym zaciszu, ciesząc się swoim towarzystwem. 

Jest jednak kilka zasad, które są dla nas niezwykle ważne i staramy się tego trzymać..

Po pierwsze chcemy, by ten dzień był wyjątkowy nie tylko dla solenizanta, ale i dla reszty rodziny. Dlaczego? Właśnie dlatego, że jest to doskonała okazja do tego, by w ten sposób nauczyć dzieci szacunku do drugiej osoby. Uczymy tego, że absolutnie nie jest ważne to gdzie świętujemy, ważne jest z kim i jak. Oczywiście staramy się, by taki dzień był wyjątkowy od samego rana, aż do wieczora, jednak nie oszukujmy się, wiemy, że nie zawsze tak się da. Czasami brakuje czasu na szykowanie wielkiego ucztowania, czy wspaniałych atrakcji, jednak mi bardzo pomogły jedne słowa, które kiedyś gdzieś przeczytałam. Chodzi o to, że nasze dzieci nie zapamiętają tak naprawdę całego dnia.. ale zapamiętają tę wyjątkową chwilę , kiedy wszyscy razem zasiedli do stołu właśnie z powodu jego święta. Naprawdę nie potrzeba wiele, by zbudować cudowne wspomnienia naszym dzieciom. 

Nie potrzeba wielkich i drogich prezentów, wyjazdów...uwierzcie, że pieniądza są tutaj najmniej ważne. Zdarzało się nie raz, że fundusz jaki mieliśmy przeznaczony na wyprawienie imprezy był....żaden.. dokładnie tak, ale nigdy nie przeszkodziło nam to w świętowaniu. Co zatem jest ważne?

Bardzo często podkreślamy znaczenie tego dnia wyjątkowym strojem (tym razem pominęliśmy strój, za względu na szalejące w domu katary), urządzamy wspólny podwieczorek, może to być nawet zwykła galaretka, czy kisiel, jednak podana w pięknych pucharkach, posypana kolorową posypką, czy też zrobione z niej babeczki podane na talerzyku sprawią wrażenie prawdziwej uczty. Oczywiście niekiedy świętujemy bardzo wystawnie, jednak brak takiej możliwości nie jest kompletnie przeszkodą. Imieninowy poczęstunek tym razem był uczczony ciastem z rabarbarem...zebranym z naszej działki. Ktoś mógłby powiedzieć i co,  i tyle? Tak, i tyle, tylko wszystko było elegancko podane, w przygotowaniach pomagała cała rodzina i poziom ekscytacji sięgał zenitu. A prezent? Prezent również jest bardzo ważny, jednak najważniejsze jest w nim to, by był dopasowany do tego kto go otrzymuje. Kompletnie nie ma dla nas znaczenia, że nie wydaliśmy na niego wiele, najważniejsza jest wartość jaką ma dla obdarowywanego. Zwykle są to prezenty naprawdę niedrogie, jednak jeśli mamy taką możliwość i wiemy, że spełni to marzenie świętującego, to zdarzą się i  nieco droższe. Mimo wszystko zawsze ważnym elementem jest rodzinne wymyślanie tego, co może być pomysłem na prezent. To kolejna świetna lekcja dla dzieci, kolejny raz uczą się szacunku dla drugiej osoby. Podobnie jest z kartkami stworzonymi własnoręcznie, które u nas są traktowane na równi z prezentem. Zawsze pięknie je pakujemy, z zachwytem oglądamy i czytamy zawartość. Tutaj lekcja szacunku po raz trzeci...szanujemy to, że ktoś włożył w swoją prace wiele serca, a wiemy, że takie kartki często są niedoceniane, rzucane w kąt. Zwróćcie uwagę na to, że małe dzieci naturalnie mają taką potrzebę, by obdarowywać innych własnymi pracami, tworzą tony laurek i  z czasem...no właśnie...z czasem to umiera. Zastanawialiście się kiedyś dlaczego? U nas laurka jest prezentem, który cieszy obie strony, przywiązujemy do nich wielką wagę i dzieci same rwą się do ich robienia. 




Nie mogę pominąć tutaj życzeń. Również i do nich przykładamy wielką wagę. Pracując z dziećmi od dawna obserwuję, że mają one z tym problem. Jak mam być szczera, to i u dorosłych to widać, kiedy wysyłają życzenia kopiując krążące aktualnie w sieci  teksty, czy gotowe memy. W każdym razie zwracamy uwagę, byśmy składali życzenia bez pośpiechu, by były przemyślane, słuchają wszyscy zebrani i często podkreślamy je bijąc brawo. Zazwyczaj solenizant siedzi wtedy na specjalnie przygotowanym miejscu. Dziecku wystarczy zarzucić kocyk na krzesło i już czuje się niczym król. Dodając koronę na głowę i pelerynę na plecy tworzymy już istne szaleństwo, uwierzcie. Za każdym razem rozpływam się widząc jak ważny to moment dla naszych dzieci, Jak cierpliwie słuchają, jak się z tych życzeń cieszą i ile przy tym frajdy. 








A ostatnia najważniejsza zasada, którą się kierujemy w naszym świętowaniu dotyczy tego, by na koniec spędzić choć chwilę razem. Spędzamy czas ciesząc się prezentem i spędzając go tak, jak obdarowany lubi spędzać czas najbardziej. Mamy czwórkę dzieci i zdecydowanie mogę powiedzieć, że to część świętowania, na którą dzieci czekają najbardziej. Zasada jest jednak taka, by bawili się wszyscy razem. Jak się domyślacie tym razem urządziliśmy wielkie samochodowe miasteczko...to nic, że główną atrakcją były wypadki, kraksy i wyścigi, najważniejsze jest to, iż Staszek czuł się wyjątkowo. Wiedział, że jest ważny dla nas, że wszyscy go kochamy i chcemy, by był szczęśliwy!




 Przed nami w najbliższym czasie naprawdę mnóstwo takich powodów do świętowania, w głowie tak wiele pomysłów. Ja już się nie mogę doczekać, to doskonała okazja do tego, by zadbać o kogoś kogo bardzo kochamy...w dzisiejszym świecie, który tak bardzo nastawiony jest na słowo JA, szczególnie należy pamiętać o tym ,że ofiarowanie siebie, swojego czasu i zaangażowania dla drugiej osoby jest wprost bezcenne. Pamiętajcie, że drogie prezenty, wystawne przyjęcia wcale nie muszą oznaczać pięknego  i prawdziwego świętowania.

poniedziałek, 13 września 2021

Mały Nowy Rok..

Witajcie, dopiero co pisałam Wam o moich urodzinach, a tutaj tyle zmian już za nami. 

Co roku wraz z nadejściem września świętuję mój Mały Nowy Rok. Od kiedy pamiętam moje życie zawsze toczyło się w zgodzie z fazami roku szkolnego. Jako uczennica, studentka, nauczycielka, a potem mama dzieci w wieku szkolnym, zawsze o tej porze miałam okazję zacząć wszystko od nowa i bardzo z tego korzystałam :)



Wiecie, że bardzo lubię wszelkie początki. Za każdym razem z okazji Nowego Roku kalendarzowego staram się wyznaczyć sobie nowe cele i postanowienia, podobnie jak na początku miesiąca, czy nawet tygodnia.  Oczywiście, zapisuję je wszystkie, by po jakimś czasie móc sprawdzić czy tak prawdziwie zmieniły one coś w moim życiu. Wrzesień zatem co roku jest dla mnie doskonałą okazją dla "nowego", jednak w tym roku nabiera to pełnego wymiaru. Po kilku latach przerwy i dla mnie pierwszego września zadzwonił dzwonek. Spełniło się moje wielki marzenie i wróciłam do pracy, w szkole, w której od dawna pragnęłam uczyć. Jak wiecie jestem przykładem kobiety, która niczym klasyczna kura domowa opiekuje się ogniskiem domowym. Doskonale odnajduję się w codziennym wypiekaniu chleba, opiekowaniu się dziećmi, dbaniu o Dom. Jednak jestem też człowiekiem czynu, więc nie widzę problemu, by połączyć te zadania z pracą zawodową, zwłaszcza, że do obu tych rzeczy czuję się powołana. Wiem, że w dzisiejszych czasach brzmi to absurdalnie, żeby nie powiedzieć "naiwnie", iż jestem powołana do bycia nauczycielem i nauczania, cóż jednak zrobić, kiedy jestem typem  "nawiedzonej nauczycielki", cytując za Joanną Białobrzeską.


 Jestem niezmiernie wdzięczna, że mogę znowu łączyć swoją pasję z pracą zawodową. Uważam, że to wielki dar traktować pracę na etacie jako jedną z największych pasji. Na swojej drodze spotkałam cudownych pedagogów i wychowawców, którzy najpierw mieli ogromny wpływ ma moje wychowanie, a potem tak wiele mnie w tym zawodzie nauczyli. Wielodzietne macierzyństwo również sprawiło, że na swoją pracę patrzę z innej perspektywy.




Mój powrót do pracy nie jest jednak dla naszej rodziny jedyną zmianą. Oprócz mnie również Hania usłyszała swój pierwszy szkolny dzwonek. Wzruszam się za każdym razem, kiedy widzę ją maszerującą z plecakiem. Zachwycam widząc jak bardzo dba o przybory szkolne.. Jak się domyślacie jako rodzina jesteśmy aktualnie na etapie organizacji, tworzenia nowej rutyny i przyzwyczajeń. 
Wspieramy się w tym  rodzinnie i zdecydowanie stawiamy na to, że jesteśmy drużyną. To bardzo pomaga. 
A to co mi jeszcze pomaga, to piękne przedmioty, którymi uwielbiam się otaczać :) Znacie mnie i wiecie, że zwracam uwagę na szczegóły i detale. O ileż przyjemniej jest spisywać listy obowiązków do pięknego kalendarza... Kiedyś było mi to obojętne, jednak teraz wiem już jak bardzo to zmienia nasze nastawienie.





Przyznaję się...jestem totalną gadżeciarą w tej kwestii. Nie mogę przejść obojętnie obok długopisów, notesów, karteczek..  mogłabym tak wymieniać i wymieniać :) 








Jestem ciekawa czy znacie to z własnego doświadczenia? Czy ważne jest dla Was to czym  się otaczacie w pracy i czy wyznaczacie sobie nowe cele? Kiedyś moje plany rozpisywałam sobie na okres całego roku szkolnego teraz wiem, że  o wiele efektywniej jest zrobić sobie "rachunek sumienia" po każdym miesiącu.  Jaka to radość w takim pięknym kalendarzu widzieć kolejne cele zapisane i zrealizowane :)

Życzę Wam i Waszym dzieciom wspaniałego Małego Nowego Roku. 

Mój czas ostatnio przyspieszył, jednak pomysłów na kolejne wpisy nie brakuje, więc będę się tutaj pojawiać :)


Przesyłam Wam dobre anioły..



Pięknego tygodnia!


wtorek, 24 sierpnia 2021

Okołourodzinowe przemyślenia moje...

Witajcie, od moich urodzin minęło już kilkanaście dni, a mimo to chciałabym ten wpis im poświęcić. Nie mam tu na myśli opisywania mojego świętowania, chodzi mi raczej o moje przemyślenia, które w związku z urodzinami pojawiają się w mojej głowie i sercu.
Po co w ogóle taki wpis? Myślę, że dobrym będzie spojrzeć na moje obecne myśli z perspektywy upływającego czasu. Zasiąść za jakiś czas z kubkiem herbaty i zobaczyć, co mi w duszy grało..
Kiedy przyszedł mi do głowy pomysł na taki wpis przygotowałam 37 takich myśli, bo to 37 moje urodziny, ale uwierzcie, że mam kompletą pustkę w głowie i nie mogę sobie przypomnieć gdzie je zapisałam ( czyżby to już starość się odzywała :p ) Tak szczerze, to chciałam po raz pierwszy podążyć za moją weną, spisać moje myśli dokładnie w momencie, kiedy się pojawiły i jak widać to nie dla mnie.
No i doszłam również do wniosku, że te 37 myśli to trochę sporo i pewnie nie byłoby chętnych do przeczytania całości, zatem zakładam, że dobrze się stało, iż lista zagubiona, skupię się więc na kilku, tych ważniejszych..

Pierwsza moja myśl, która towarzyszy mi, kiedy w jakiś sposób myślę o moim życiu, to spokój...spokój, bo spełniło się moje największe marzenie i wyobrażenie z dzieciństwa i młodości.. mam sporą rodzinę, którą kocham, która kocha mnie i czuję, że jest tak jak być powinno. Nie, absolutnie nie oznacza to, że jesteśmy rodziną idealną, bo daleko nam do tego, ale staramy się dla siebie, dbamy o relacje i naprawdę się lubimy, tak zwyczajnie, po porostu, czego mam wrażenie wielu nie docenia..
 (dodam tylko, że pomiędzy słowami pojawiają się obrazy niektórych moich urodzinowych i okołourodzinowych prezentów)








Zaczynam rozumieć co oznacza określenia "dojrzały człowiek" i "mądrość życiowa". To niesamowite jak bardzo zmienia się człowiek, na każdym etapie swojego życia i każdy etap jest piękny i wyjątkowy i każdy ma konkretny wpływ na tę naszą poźniejszą dojrzałość i mądrość. Przychodzi właśnie ten czas, gdy zaczynam to dostrzegać i doceniać. Wiem brzmi to jak banał, ale naprawdę życie jest jak wino, im starsze tym lepsze, bardziej świadome...tak, to najlepsze określenie.. życie staje się bardziej świadome w dobrym tego słowa znaczeniu.


Gdy patrzę na swoje życie, to widzę różne etapy, ale łączy je coś...BÓG. Wiecie, że jestem osobą wierzącą (celowo nie dodam tutaj, że również praktykującą, bo jeśli wierzysz prawdziwie w Boga to nie może być inaczej, po prostu się nie da!), więc jestem osobą wierzącą, jednak szczerze się przyznaję, że były w moim sercu momenty, kiedy chciałam sama, po swojemu, udawałam, że Go nie potrzebuję i właśnie ta myśl mi towarzyszy dzisiaj, że te etapy, w których w moim życiu był Bóg, ale taki Żywy, te wspominam jako najpiękniejsze! Nawet jeśli po ludzku działy się rzeczy, które powinny mnie przydeptać , to działo się dokładnie odwrotnie...byłam wtedy najsilniejsza, najspokojniejsza..
Obserwując naszą rodzinę i rodziny, które są w moim życiu widzę jak ważny jest ten wspólny Fundament.. I choć coraz trudniej w towarzystwie, czy właśnie w internecie przyznać się do tego, że kocha się Boga, to ja odczuwam coraz silniejszą potrzebę, by o tym mówić głośno, by pokazywać, że tak się da w tym dzisiejszym świecie i jeszcze można być  dzięki temu bezgranicznie szczęśliwym!







Moje życie wypełnione jest drugim człowiekiem, niezliczoną ilością bodźców, czasem i hałasem i harmidrem...każda matka to zna, a te wielodzietne to już szczególnie, dlatego przy okazji moich przemyśleń zaczynam doceniać jak ważna, wręcz niezbędna do życia jest CISZA!
Ta cisza, która pomaga odpocząć, poskładać się w tym szaleństwie dnia codziennego, ale szczególnie ta cisza, która pozwala nam usłyszeć siebie. To jest strasznie trudne, ja wiele razy to zaniedbuję, a potem odczuwam tego konsekwencje. Kiedy planujemy remont, wyjazd, jakieś rodzinne wydarzenie znajdujemy czas, by wszystko dokładnie zaplanować, by określić sobie jasno czego chcę i oczekuję, a kiedy dotyczy to naszego życia, to nagle okazuje się, że nic nie robię w tym kierunku. Kolejny banał, który przychodzi mi do głowy jest taki, że nie chcę być jak statek, który dryfuje tam gdzie go wiatr poniesie, ja chcę znać swój cel, chcę wiedzieć jakie mam marzenia, jak sobie wyobrażam siebie, swoją rodzinę, swoje życie za ileś lat, chcę wiedzieć co mi teraz sprawia przyjemność, a co tak naprawdę już mnie nie cieszy i nie bawi. Życie się zmienia, my się zmieniamy i potrzebujemy tej ciszy jak powietrza, by posłuchać siebie, jaki teraz jestem, a jakim chcę być.. Zdarza mi się myśleć o tym ,że życie jest strasznie ulotne, a ja chcę zrobić wszystko, by kiedyś móc w swoim sercu sama sobie przyznać, że nie przespałam życia, że żyłam w zgodzie z sobą, swoimi przekonaniami, że nie żałuję ani tego co nie zrobiłam, ani tego co robiłam...i z tym właśnie związana jest kolejne moje przemyślenie..







marzenia... ja chyba jestem kolekcjonerką marzeń haha. Uwielbiam marzyć i uwielbiam wynajdywać sobie kolejne marzenia i wpisywać je na moja listę wyrytą w sercu. Bardzo często słyszę, że to infantylne, że jak można mieć tyle marzeń i po co, ale mnie to napędza i nadaje ster mojemu życiu. Większość tych marzeń wyjawia się właśnie z tej ciszy, o której pisałam wcześniej. Wiele z tych moich marzeń ktoś uznałby pewnie za infantylne, a może i nawet bardziej za plany i cele, ja jednak bardzo lubię używać tego słowa "marzenia". daje ono taką przestrzeń...bo to nie jest cel...bardzo konkretny, którego zrealizowanie jest mi niezbędne, marzenie może pozostać niespełnione i ja się czasami na to świadomie godzę w sercu, czasami odkładam je na inny moment mojego życia, jednak marzenia sprawiają, że życie nabiera rumieńców, patrzymy nieco dalej, głębiej. 
















Minął 37 rok mojego życia, a ja niezmiennie fascynuję się mocą jaką posiada słowo pisane i nie do końca mam tutaj na myśli prozę, czy poezję. Owszem one również potrafią przenieść nas do innego świata, wręcz oderwać od rzeczywistości, ale bardziej chodzi mi tutaj o spisywanie własnych myśli.
Od kiedy pamiętam towarzyszyły mi różne formy pamiętników, kalendarzy, od zawsze też pisałam listy w ilościach hurtowych ( poznałam grono wspaniałych ludzi poprzez korespondencyjne rubryki w czasopismach "Uśmiech Numeru", a potem "Brum"...ktoś pamięta te czasy??). Od dawna, choć niestety niezbyt regularnie, ale piszę też tutaj, a od jakiegoś czasu spisuję swoje myśli o poranku, słowa modlitwy, które często uciekają mi z głowy, a tak łatwiej je okiełznać. Kto z Was jeszcze nie próbował niech koniecznie zobaczy o czym mówię...weź choćby zwykłą kartkę papieru i pisz...po prostu pisz to co Ci przyjdzie do głowy.. Początkowo wydaje się to bardzo nienaturalne, jednak z czasem sam się zdziwisz ile myśli będzie walczyło o Twoją uwagę.. Dla mnie to niesamowita forma...chyba nawet terapii, droga do poznania siebie, spojrzenie na swoją osobę z inne perspektywy. Coś mi się wydaje, że to dobry pomysł na osobny wpis, bo takie pisanie potrafi działać cuda...
W każdym razie chciałam napisać, że mam wielki szacunek do słowa pisanego, które jednak zawsze bardziej przemyślisz, przeanalizujesz, musisz je pozbierać i poukładać sobie w głowie, by spisać myśl...
Może uda się i tutaj więcej pisać..








Kolejna myśl jest taka, że to moje pierwsze urodziny, które świętowałam nie patrząc na innych...nie znaczy to, że spędziłam je sama, bo byli ze mną wspaniali przyjaciele, rodzina, którzy zrobili mi wielką niespodziankę i było cudownie, ale po raz pierwszy z wielką radością kupiłam sobie świeczki na tort, które są dla mnie symbolem tego, że jestem sama dla siebie ważna!
Taka mała niewinna rzecz, a dla mnie znacząca wiele, Świeczki są tylko znakiem, że moje szczęście i siła jest we mnie, muszę tylko o tym pamiętać i dbać o to. W końcu jestem córką Króla, to zmienia wszystko!
Także te świeczki kupiłam sama, "tort" również z sercem sama upiekłam, ale jednocześnie pozwoliłam, by tego dnia inni o mnie zadbali, by mnie zaskoczyli i otaczali miłością...czerpałam z tego garściami...








Nie chcę Was zanudzać, w mojej głowie takich myśli krąży sporo. Fascynuje mnie to, że to co w danym momencie robię, jakie decyzje podejmuję.. nawet te najdrobniesze.. choćby to, że teraz pisze tego posta  zamiast scrollować internet, to już to ma wielki wpływ i na moją teraźniejszość, ale także przeszłość i przyszłość. Kiedy zaczniesz się nad tym zastanawiać, to nagle tak bardzo zmienia się Twoje postrzeganie wielu spraw. Podejście do codzienności, która mnie tak fascynuje i którą tak staram się celebrować! Wszystko jest naszym wyborem, a to co wybieramy staje się naszym światem. To co oglądam, co czytam, na co poświęcam czas, jakich słów używam w rozmowie, w jaki sposób dbam o siebie, kiedy nikt nie patrzy, czy zjadam w biegu jakąś przypadkową kanapkę, czy z radością ugotuję dla siebie coś co bardzo lubię i podam na ładnym talerzyku. Mi wiele siły i motywacji daje dbanie o szczegóły. 
Mam wrażenie, że wszystko o czym dzisiaj piszę brzmi tak banalnie, że jest to takie oczywiste, że aż kiczowate, jednak sama wiem jak często muszę nawracać się na dobre tory, jak łatwo w byciu dla innych zapomnieć o sobie, a potrzebę Ciszy zagłuszyć pośpiechem i zmęczeniem.. Przeraża mnie takie bezrefleksyjne umykanie dnia za dniem...nie o to w tym wszystkim chodzi.. więc z okazji moich urodzin i sobie i Wam życzę Tego, by na chwilę się zatrzymać...każdego dnia....bo po co to wszystko, po co nasze starania, jeśli nie nadamy im sensu i celu..
Do tego potrzeba Ciszy i ja wierzę, że Tego Który Jest, niezmiennie...
Dobrze mieć takie miejsce, gdzie można spisać swoje myśli, a jeśli jeszcze zdarzy się, że ktoś to przeczyta i być może zastanowi się nad, którymś z moich słów, to nadaje to temu pisaniu sens..
Dobrze, że tu Jesteś...
na koniec zostawiam piosenkę.... pewnie wszyscy znają, ale mi dobrze układa w głowie.. i w sercu..
Potrzebuję, by co jakiś czas się zasłuchać..




sobota, 29 maja 2021

Przez dziurkę od klucza #1

Witajcie..
Od ostatniego wpisu nieco już czasu upłynęło, ale muszę Wam przyznać, że czas ten zdominowały nam egzaminy Miriam w edukacji domowej. Nie wiem, czy wspominałam o tym wcześniej, ale Miriam w tym roku szkolnym realizowała materiał 6tej klasy w edukacji domowej właśnie - nie mylić ze zdalnym nauczaniem, które zresztą również odbywało się w domu :) W każdym razie na zakończenie takiej pracy musi zdać egzaminy pisemne i ustne z każdego przedmiotu, zatem jak się domyślacie przechodzimy aktualnie bardzo gorący okres. Przed nami jeszcze dwa przedmioty, także trzymajcie kciuki!

Jako, że ciężko było mi znaleźć czas na przygotowanie posta z mojej zaplanowanej listy, pomyślałam, że może warto wrócić do wpisów, które już się u mnie pojawiały. Przez dziurkę od klucza... Wcześniej z reguły były to wpisy podsumowujące dany miesiąc, jednak teraz takie podsumowania powstają w formie filmów na moim Instagramie, możecie zobaczyć je TUTAJ i TUTAJ, a już niebawem pojawię się wspomnienia z maja..
Nie ukrywam, że do takiego typu wpisów zainspirował mnie cykl wpisów pojawiający się na blogu "W perfekcyjnym domu" . Blog ten oraz profil Elwiry na Instagramie to moje niedawne odkrycie, które mnie niesamowicie zachwyciło i dało ogromną dawkę inspiracji. Ona właśnie na swoim blogu prowadziła serię wpisów "Nie lubię poniedziałków", w których pokazywała nam poniedziałkowe kadry, które ku przekornemu tytułowi pokazywały jak pięknie można wprowadzić się w nowy, kolejny tydzień. Wpisy pełne ciepła rodzinnego, mądrości autorki i niezliczonych inspiracji...ja przepadłam. Elwirko, bardzo liczę, że podobne wpisy zawitają jeszcze na Twojego bloga.
W każdym razie postanowiłam i u siebie poczynić taki post.. zatem..
zapraszam Was do spędzenia z nami piątku...
Od jakiegoś czasu moje dni rozpoczynają się bardzo wcześnie, pewnie też Wam kiedyś o tym więcej napiszę...najważniejszym elementem poranka dla mnie jest chwila na wyciszenie, modlitwę i czytanie Pisma Świętego, zapisuję także swoje modlitwy w osobnym zeszycie... To zmienia perspektywę i daje taką niepisaną siłę...




Zazwyczaj bardzo szybko mam towarzystwo i wczoraj było podobnie.
Po chwili już zabawa trwała na całego..




Chwilkę przed 7.00 rozpoczynam akcję pobudek. Próbuję dobudzić żeńską część towarzystwa, jednak nie zawsze jest to proste :)

Potem panuje poranna krzątanina, szykowanie się do przedszkola i nauki.. od kiedy wstaję przed dziećmi nasze poranki są spokojniejsze, nie ma w nich pośpiechu ani nerwów. Polecam, choć początkowo wydaje się to nierealne :)

Po odprowadzeniu dziewczynek do przedszkola czas na śniadanie. Razem z Miriam i Staszkiem zasiadamy do stołu.. wczoraj po raz pierwszy w tym roku rozkoszowaliśmy się najpyszniejszymi kanapkami świata.. masło orzechowe i truskawki!



Zaraz potem wpadam w wir pracy. Uwielbiam pracę o poranku, wtedy mam najwięcej siły i cenne jest dla mnie, by później móc wypoczywać w czystym domu.
Miriam zajęła się historią i matematyką, ja natomiast jak zwykle rozpoczęłam od nastawienia chleba... domowe pieczywo towarzyszy nam od początku pandemii. Niemalże każdego dnia czuć u nas zapach świeżego chleba, bułeczek, chałek... 



Zaraz potem zabrałam się za wstawienie prania, ta czynność również towarzyszy mi każdego dnia :)




No i jak już tak weszłam do łazienki, to stwierdziłam, że czas zabrać się za sprzątanie w szafkach...
Co jakiś czas warto przejrzeć ich zawartość, terminy ważności kosmetyków..



 W tym czasie pranie gotowe, wyprane i wysuszone czekało na poskładanie i schowanie do szafek..




Podobnie jak wyrośnięty chlebek czekał ma swoją kolej..







Wstawiony do piekarnika, za godzinkę powinien być idealny :)

W tym czasie, Staszek, który budzi się bardzo wcześnie zasnął..




Szybkie odkurzanie mieszkania, ścieranie kurzy i mycie szyb...aby jak najszybciej skorzystać z ciszy i zjeść drugie śniadanie




 W międzyczasie jeszcze nauka z Miriam oczywiście...tym razem powtórka dat historycznych..

Jednak znalazł się i moment na chwilkę dla siebie...tym razem padło na książkę, jednak w tym czasie lubię także oglądać vlogi na YouTube :)




Jeszcze nauka z Miriam i czas wyjmować chlebek... nie da się opisać tego zapachu i smaku słowami, absolutnie uwielbiamy domowe pieczywo!




I czas już ruszyć do przedszkola, po dziewczynki..




Tego dnia z obiadem miałam mały poślizg, myśląc, że jak zwykle ten przepis wykonam w kilka chwil, jednak po drodze pojawiły się małe utrudnienia i zabrało mi to nieco więcej czasu niż planowałam..




Do posiłków zawsze siadamy wspólnie. Cieszę się, że każdego dnia, całą rodziną możemy zasiadać do obiadu..
Tuż po obiedzie dzieci domagały się owoców :)




W tym czasie K. szykował się do wyjścia na wyprawę...



Nas czekała mniejsza wyprawa, bo na pocztę, jednak było bardzo miło :)



















Oczywiście przyniosłyśmy do domku najpiękniejszy zapach...




Niedługo potem Miriam przywitała swojego gościa, którego zaprosiła na nocowanie :)

Maluchy otrzymały przemiłe prezenty... oj było szaleństwo i wielka radość!






Na kolacyjkę czekał pyszny chleb...




A potem słanie łóżek i kąpiele..
Wczoraj było istne szaleństwo...kończył się ulubiony truflowy płyn moich dzieci i pozwoliliśmy sobie na.... "relaksacyjną kąpiel" jak to określiła Krystyna, czyli z ogromną ilością piany :)



No i koniecznie muszę Wam o tym napisać. Mamy wiele zabawek, które towarzyszą nam w kąpielach. Dzieci kochają ten czas, kiedy mogą pobawić się w wodzie, ale absolutnym HITEM!!! okazało się być wiaderko po pomidorkach z Biedronki... ma ono dziurki w takich miejscach,  że wylewająca się z niego woda tworzy "ośmiornicę". To już nasze kolejne wiaderko haha i nigdy im się nie nudzi, kto z Was ma dzieci polecam sprawdzić koniecznie!!  Nie musicie dziękować hihi :) 




Po kąpieli następuje element dnia, który jest wręcz obowiązkowy i wszyscy go uwielbimy...
czyli czas na rodzinną modlitwę, wspólny śpiew, przytulasy i czytanie na dobranoc...





W planach miałam napisanie tego posta wieczorem, ale muszę się Wam przyznać, że czekając, aż starsze dziewczyny zasną, weszłam na Instagrama i przepadłam...przeglądałam ulubione profile i jakoś tak nagle zrobiło się bardzo późno...znacie to?

Także więcej zdjęć nie posiadam, jednak chcę ten dzień zapamiętać jako bardzo dobry...spokojny, piękny w swej codziennej prostocie...
Oprócz tego co opisuję było w nim wiele ciepłych słów, przemiłych wiadomości i spotkań..

Tak się zastanawiam...może spodobają Wam się takie Dni przez dziurkę od klucza podglądane...
Jak wiecie ja uwielbiam w ten sposób zapamiętywać chwile..

I takiego spokoju, ciepła rodzinnego i tego czego Wam akurat potrzeba życzę :)
Zmykam przygotować śniadanie, bo wszyscy już wstali..
Pięknego dnia!