niedziela, 20 grudnia 2015

Coraz bliżej..

Pachnie świętami..
Dzisiaj u nas dzień niezwykle wyczekiwany :) 
Pieczenie pierników! Dziewczyny nie mogły się doczekać tego od dawna, ale co tu robić kiedy ciasto musi dojrzeć i jeszcze musi mieć na to sporo czasu.
Dzisiaj już najwyższa pora na wypieki, pachnie w całym domu i już naprawdę zaczynamy czuć klimat świąteczny. 
Jak zwykle adwent minął mi za szybko... Tak wiele miałam w planie zrobić, tyle pomysłów w głowie krąży... 
Mimo wszystko robię co mogę, żeby ten czas jak najlepiej wykorzystać, póki co szaleję jeszcze z porządkami świątecznymi i zaraz po zakończeniu tego wpisu zabieram się za porządki w kuchni, choć cała reszta rodzinki już w łóżkach...a może właśnie dlatego. Pomimo szczerych chęci jedyne co mi się udało w kuchni dzisiaj zrobić, to popierniczyć z dziewczynami :)
A potem trzeba było sprzątnąć całe mieszkanie ubielone od białych odcisków rączek...zupełnie jakby jakaś mała dziewczynka upaprana od mąki biegała po domu.
Ale uwielbiam takie chwile i uwielbiam to, że mam dla kogo się starać, choćby ostatkiem sił..
Tak dzisiaj wyglądało u nas..






Obrazek idealny :) Starsza siostra wprowadza młodszą w tajniki pieczenia pierniczków. Pokazuje jej i tłumaczy wszystko cierpliwie i dokładnie, a ta młodsza z zapartym tchem słucha wszystkiego i podziwia pracę starszej...
A jak było naprawdę?



A tak..
Ciągła wojna o każdy kawałek ciasta, o duży wałek i o foremki :)
Zdecydowanie to młodsza chciała rządzić..
Wesoło było.. i choć pierniczki nie mają idealnych kształtów, to dla mnie są najpiękniejsze i najsmaczniejsze na świecie :)



Oczywiście degustacja na surowo obowiązkowa :)











Życzę Wam jak najlepszego wykorzystania tego czasu, który nam został do Bożego Narodzenia!
Ja zmykam do porządkowania w kuchni, pracować się nie chce, ale zawsze później jest tak pięknie w domu, że to rekompensuje mi wszystko :)
Pozdrawiam przedświątecznie...

wtorek, 5 maja 2015

Madonna..

Przełamuję ciszę..
W końcu to moje miejsce...i chociaż z pewnych, bardzo przykrych względów, ciężko było mi znowu pojawić się tutaj, to przełamuję się.. bo to Moje miejsce..

Malowanie mnie pochłonęło :) zainspirowana Madonnami, które znalazłam w sieci musiałam po prostu..

Uwielbiam ten obraz i to, jak bardzo różni się w zależności od pory dnia i tego pod jakim kątem słońce oświetla pokój.


























A dzisiaj rodzinna wyprawa na łąkę po mniszek lekarski, będzie miodek :)
Swoją drogą polecam Wam szczerze syrop ze stokrotek...pewnie zamieszczę przepis na blogu. Koniecznie sprónujcie, bo jest obłędnie pyszny!!! :)
Pięknego dnia Kochani!

Cisza przełamana... :)

środa, 26 listopada 2014

Anioł domu..czyli nowa pasja..

Hej Kochani!
Jakoś po tych wszystkich choróbskach, które naszą rodzinkę ostatnio męczyły, nie mogę się na nowo zorganizować!
Mam wrażenie, że czas przelatuje mi przez palce..
Mimo wszystko ostatni czas zaowocował w odkrycie kolejnej pasji!
Tak to już ze mną jest..ja mam po prostu jakieś ADHD rękodzielnicze :) W każdym razie od baaardzo dawna zachwycałam się malowanymi aniołami na drewnie. Głęboko w sercu siedziało mi marzenia, by kiedyś malować anioły na starych dechach, na płótnach, które na końcu bym postarzała...oj tak...marzyło mi się..
Jak już wcześniej pisałam, postanowiłam w swoim życiu zmienić pewne sprawy i po prostu zabrać się do roboty, a nie tylko marudzić, że chciałabym to czy tamto..Tylko przecież ja jeszcze nigdy w życiu niczego nie namalowałam, rysować też nie potrafiłam...
Naoglądałam się inspiracji i tak mnie wzięło, że po prostu pewnej nocy musiałam :)
Okazało się, że znalazłam w szafce, głęboko ukryte kredki akwarelowe, o których zupełnie zapomniałam i nawet nigdy ich nie użyłam! 
Tylko co dalej, na czym cokolwiek namalować... chodziłam po domu i węszyłam hehe
No i oświeciło mnie..Od baaardzo dawna marzyłam o nowym domku na klucze. Ten, który mieliśmy odstraszał bardzo, ale ja byłam jeszcze bardziej wymagająca co do kupna nowego. Miałam wizję, że nowy domek ma być rękodziełem, ale te, które znajdowałam (choć piękne były) to i koszmarnie drogie :(
Zatem nie pozostało mi nic innego jak domek na klucze przemalować...
Wizja powstawała w trakcie, był to wielki spontan, ale efekt mnie zachwycił na tyle, że teraz ciągle coś maluję :)
Póki co pokazuję Wam domek w nowej odsłonie! Tamtego się wstydziłam, a ten jest moją chlubą :)

Póki co zmykam, bo będzie trzeba odebrać starszą latorośl ze szkoły! 
Pięknego dnia życzę!!!!









































A tak domek wyglądał na chwilkę przed metamorfozą :)


czwartek, 13 listopada 2014

Pokolorować jesień..

Witajcie..
Troszkę mnie nie było, ale niestety  dom nasz zmienił się w szpital domowy...dopiero teraz zaczynamy powoli wracać do normalnego życia, choć i tak nie jest idealnie. 
Jesień straciła już swój kolorowy urok, ale tylko za oknem, bo u nas feria jesiennych barw :)
W ramach pierwszych poczynań z filcem powstała girlanda tęczowych żołędzi.
Niesamowicie mi się podoba efekt :) Uwielbiam sobie na nią popatrzeć, a w połączeniu z ukochanymi obrazami Sam Toft, to już w ogóle niezły umilacz szaro-burej jesiennej aury..
Jeśli nie znacie jeszcze prac tej artystki, to zachęcam do zapoznania się z jej twórczością, ja jestem kompletnie zakochana w jej postaciach :) 

Tymczasem zmykam, bo za chwilkę dziecię starsze ze szkoły wróci, a niestety z powodu choróbska siedziała bidulka w domu 2 tygodnie i teraz jest niezwykle przejęta tym wszystkim.
Mam nadzieję, że wszelkie wirusy już za nami..
Trzymajcie się zdrowo i ciepło :) 
Ściskam





Uwielbiam ten kącik nad łóżkiem..











środa, 8 października 2014

Druga..


Witam...
Nie daje mi spokoju to, że w domu cały zapas filcu...
Jak zwykle zarwana noc i drugie moje podejście do stworzenia anioła z czesanki.
Wydaje mi się, że te anioły, to dokładnie to czego szukałam..
Praca z filcem daje mi niesamowite wyciszenie.
Jestem bardzo zadowolona z efektu, zdjęcia nie oddają w pełni uroku anielicy (przynajmniej moim zdaniem). 
Powstała wczoraj, a w głowie już kolejne...















Na koniec  mały dodatek do poprzedniego posta. Jedno z ujęć wrzosowej sesji przypominało do złudzenia hamletowski 'to be or not to be', jednak kiedy spytałam MiMi o czym myślała pozując...
no właśnie...
kocham dzieci za ich otwarte serca!




Jutro jedziemy z MiMi do pracowni malarskiej. Nie mogę się doczekać, mam nadzieję, że uda mi się Wam pokazać jak nam poszło :)

Pięknego dnia...

poniedziałek, 6 października 2014

Wrzosowisko..

Witajcie!
Dzisiaj nie będę się zbytnio rozpisywać...
Chcę Wam pokazać naszą bardzo spontaniczną sesję na wrzosowisku.
Kocham wrzos, szczególnie ten w lesie..

To był piękny dzień, cieszę się, że złapałyśmy te chwile :)
































A to moje ulubione ujęcie i prawdziwe emocje uchwycone..
Pstrykałyśmy zdjęcia, świetnie się bawiłyśmy, aż tu nagle jakieś warczenie w lesie słychać..
Spójrzcie na tę minę... najadłyśmy się strachu, oj tak...




..a w temacie wrzosowiska nie może zabraknąć uczty dla ucha..


Pięknego tygodnia życzę..