sobota, 9 kwietnia 2011

Motyle...

Witajcie Kochani!!!
Jak ten czas leci...nawet nie wiem jak to się stalo, ze nie bylo mnie tyle czasu... A nie proznowalam :)
Dzisiaj mam wielkie problemy z publikowaniem czegokolwiek na blogu, wiec wybaczcie brak polskich znakow oraz to, ze niewiele napisze!
Dzisiaj bedzie o motylach...

To nasz motyli swiat....
MiMi w tutu zrobionym przez mamusie :) Jak to ona mowi MiMi jako "Adzielina Baletka" :)
Uwielbiam to pierwsze zdjecie...efektu nabiera przy powiekszeniu :)






A to film dla Was....ktokolwiek tutaj zajrzal musi koniecznie obejrzec ten krótki film!!!! To najprawdziwsza perla......brakuje mi slow, by opisac jego sile... trzeba obejrzec....to Wasze zadanie domowe :) :) :)
Cos nie tak sie wkleilo, wiec trzeba powiekszyc, by widziec caly obraz!

Cyrk Motyli cz. 1



Cyrk Motyli cz. 2




A co do spotkania Rekodzielniczek to proponuje termin 07.05.2011 r. (sobota) :) Bedzie juz po wszystkich swiętach i mam nadzieję, ze będzie Wam pasowalo spotkac się gdzies w centrum Bydgoszczy.
Jak tylko bede mogla pisac normalnie posty zaraz opisze szczegoly :)

Jeszcze musze Wam napisac o mojej nowej pasji, o moim wielkim spelnieniu marzen i o tym co stworzylam...ech moze jutro się uda!!!
Pieknego dnia!

środa, 9 marca 2011

Wyniki :)

Witajcie Kochani :)
Przepraszam z całego serducha za jeden dzień spóźnienia z losowaniem! Na szczęście juz wiem kto jest szczęśliwcem :)
Tak jak obiecałam wylosowałam, a właściwie to MiMi wylosowała 2 osoby. Pierwsza wygrywa poduszkę z wybranym przez siebie zdjęciem lub grafiką, druga prezent niespodziankę :)
Niestety nie obyło się bez komplikacji.... Przygotowałam losowanie, kazdy fragment uwieczniałam na fotografich, Mimi pięknie pozowała i co....i NIC!!! Taka genialna jestem, ze z wrazenia zdjęcia usunęłam :( Fotnęłam zatem chociaz zwycięzczynie, by jakiś dowód mieć!!!

Do rzeczy zatem :)
Główną nagrodę - PODUSZKĘ wygrała Marzena
Czekam na zdjęcie lub grafikę do poduszki :)
Gratuluję :)


Nagrodę niespodziankę wygrała Agnieszka :)
Jej e-mail to agnieszka266@wp.pl
Gratuluję!


Nawet nie wiecie ile radości sprawiło mi to Candy :) Cieszę się, ze tyle osób zechciało wziąć udział w zabawie...Drukowanie losów troszkę mi zajęło!!!! :)
Nawet nie udało mi się jeszcze odwiedzić wszystkich nowych osób, które się dopisały, a których blogów wcześniej nie znałam! Obiecuję nadrobić to w weekend :)

W weekend tez zaproponuję datę i miejsce naszego spotkania w Bydgoszczy :) Cieszę się niezmiernie, ze chcecie się spotkać :) Już nie mogę się doczekać :) :) :)

No i muszę jeszcze dodać od siebie coś na temat bardzo waznej sparwy!
Jak pewnie wiecie dzisiaj rozpoczyna się Wielki Post...czas zatrzymania się i przemyślenia wielu spraw... No właśnie...jestem ciekawa jak to u Was wygląda..w Waszym zyciu...
Czy to faktycznie taki czas refleksji, czy macie jakieś konkretne postanowienia...
Wiem, wiem to bardzo intymne pytanie, ale moze któraś z Was ma ochotę podzielić się swoimi przemyśleniami :)
W zeszłym roku miałam postanowienie, by w czasie Postu ograniczyć czas spędzany przed komputerem...było cięzko, ale udało się :) Dzisiaj jednak Ksiądz Prefekt naszej szkoły zaproponował coś co bardzo do mnie trafiło, by w tym roku w swoich postanowieniach nie ograniczać się w niczym, ale by postarać się robić coś więcej.....idąc za tą myślą postanowiłam, by nie ograniczać czasu z blogowaniem, ale by wstawiać co jakiś czas posty, które pomogą i mi i odwiedzającym zastanawić się nad swoją duchowością :)
Mam wielką nadzieję, ze nie odstraszę tym nikogo, ale to będzie okazja by podzielić się swoimi "perełkami".. cudownymi ksiązkami umacniającymi ducha. muzyką, filmami.....
Oby te 40 dni spędzone na pustyni przyniosły mi Siłę, bo ostatnio chyba troszkę się pogubiłam....

Miłego wieczoru! Gratuluję wygranym i czekam na adresy korespondencyjne!
Mój mail: violetka_art@op.pl

niedziela, 27 lutego 2011

Wystarczy chcieć... i apel do wszystkich tworzących :)

Witam niedzielnie :)
Dzisiejszy post piszę bardzo stremowana i cały czas zastanawiam się, czy go opublikować hihi...
Ale co mi tam..."Wystarczy chcieć..."...zupełnie jak w tytule... :)
Kochani ostatnio po mojej głowie biega jak szalona myśl pt. "WYSTARCZY CHCIEĆ..." Jakoś tak zebrało mi się na rozmyślanie i refleksje nad życiem i stwierdziłam, że najgorsze co może być to zacząć narzekać na swoje życie i wynajdywać same ograniczenia i problemy, zamiast skupić się na tym co JA mogę zmienić na lepsze....
Tak rozmyślałam i rozmyślałam i wciąż ta sama myśl...wystarczy chcieć...dokładnie tak jest :) Ile razy było tak, że zrobienie czegoś chodziło mi po głowie, że coś gdzieś zobaczyłam, może nawet u kogoś ( nie myślę tutaj tylko o rękodzielnictiwe) i łapałam doła, bo ja też bym tak chciała, a nie miałam tak tylko dlatego, że mi się nie chciało ( często dotyczy to tez duchowej sfery, czy rodzinnej)...


Nie wiem czy wiecie o co mi chodzi, ale to takie moje małe dowody, że napawrdę wystarczy trochę z siebie dać i można sprawić, że świat jest piękniejszy :)

Np. Można dołować się oglądając przepiękne wnętrzarskie blogi i strony internetowe i popadać w czarną rozpacz patrząc na ceny wymarzonych dekoracji, które są dla mnie po prostu nieosiągalne,
a można iść do tandetnego sklepu, kupić za 4zł 99gr najbardziej kiczowatą, plastikową i złoconą (!!) ramkę do zjęć. Pożyczyć od córeczki kapkę białej i czarnej plakaówki, wydrukować odpowiednią grafikę z internetu i już jest piękna i stylowa dekoracja....od razu poprawia się samopoczucie i spojrzenie na świat hihi :)




Kiedy chodzi za Tatusiem dziecko i z całych sił prosi go o "Pibina" (Tatuś musi najpierw poświęcić czas i zrozumieć cóż ów pibin oznacza!), ale Tatuś niestety nie jest w stanie jechać do sklepu i kupić zabawki pingwina...a, ze dziecku nigdy się nie zdarza, że czegoś bardzo chce i wciaz o tym mówi, tym bardziej Tatusiowi jest cięzko, ze nie moze spełnić marzenia dziecka....
Zatem co mu zostaje.....albo odesłać dziecko z kwitkiem "niestety kochanie nie mogę kupić Pibina"....albo....
może po kryjomu zrobić z tekturki Piękną Pibinową Rodzinkę i sprawić, ze córeczka na ich widok, az się rozpłacze!!!!! No, ale trzeba coś z siebie dać.....wystarczy chcieć......

A jak to się wszystko ma do mojego APELU???
Ano tak....
Kochani...od jakiegoś roku przymierzam się do opublikowania mojej propozycji i wciąz jakoś tak mam obawy! Chodzi o to, ze chciałabym zaproponować wszystkim osobom, które w jakikolwiek sposób związane są z rękodziełem, a mieszkają w Bydgoszczy i okolicy, by ujawniły się i spotkały w jakimś miłym miejscu :)
Super, ze istnieje wirtualny świat, w którym mozemy się poznawać, inspirować i uczyć, ale spotkanie przy herbacie to dopiero coś :)
Jakie to wspaniałe spędzić czas z ludźmi o podobnych pasjach i spojrzeniu na świat :) Można pochwalić się spoimi pracami, popodziwiać cudeńka innych, poznawać nowe techniki....no, ale trzeba coś z siebie dać i trzeba CHCIEĆ :) :) :)
Nie trzeba mieć swojego bloga, może ktoś jeszcze nic sam nie stworzył, ale bardzo go to interesuje i wciąż brakuje mu odwagi, by spróbować...może takie spotkanie byłoby super kopniakiem na rozruch hihi :)
Idzie wiosna...Wielkanoc..nowe życie i te sprawy...zróbmy coś dla siebie!!! ( wiem ,wiem...jakby to powiedział mój brat..popłynęłam teraz) :) :) :)


Piszcie w komentarzach co tym myślicie.... Mam nadzieję, ze to nie jest głupi pomysł...
Na koniec przypomnę tylko o moim Candy!
Pięknej, rodzinnej Niedzieli kochani.......

poniedziałek, 21 lutego 2011

No to wpadłam po uszy...

Witajcie...
Ja dzisiaj tak w przelocie...tak tylko, żeby się zameldować i powiedzieć, że wpadałam i to jak śliwka w kompot....ach...
Od wielu lat, nieustannie zakochana i wzdychająca do waldorfskich lalek chciałam tylko tak zobaczyć co i jak i.......... i zupełnie spontanicznie, niespodziewanie powstała lalka....
Jest kompletnie niedoskonała...przede wszystkim brak czystej bawełny do uszycia korpusiku, kompletnie nie takie ciałko, ale....ale to tylko miało być, od tak po prostu, żeby udowodnić sobie, że to nie jest dla mnie osiągalne ija tak nei potrafię...i co...i guzik prawda :) :) :)
No to teraz będę Was kochani zamęczać...otwieram w swoim "pasjonującym" życiu nowy rozdział hihi :)
Zakochana na zabój.....Violetka :)





I nawet sama wykroiłam sukienusię...tak bez gotowca...dotąd to był dla mnie koszmar i jeszcze większy stres!!! A tu..nawet zakładeczki vel plisy się udały :)









Patrząc na nią widzę tylko niedoskonałości, ale juz wiem jak poradzić sobie z pewnymi sprawami na przyszłość :) Niby tylko lalka, a tyle pozytywnych emocji w moje serce wprowadza :) :) :)
Przypominam, ze ja też chętnie osłodzę komuś życie :) Zapraszam na moje Candy Tutaj!



Lecę....bo tyle pomysłów w głowie i jeszcze wymianki mi się szykują fantastyczne :)..... pięknego tygdonia!

niedziela, 13 lutego 2011

Tym razem pełen sukces :) :) :)

Witajcie w to słoneczne, niedzielne popołudnie :)
Jak mi miło, że tyle osób zainteresowało się moim Candy :) Kochani jesteście i dodajecie mi skrzydeł swoimi komentarzami :) Kto tu zajrzy koniecznie niech się jeszcze ustawi w kolejce po podusię :) :) :)


A dzisiaj jeszcze nie pokoik MiMi, ale coś co uszyła, dla niej :) Tem razem w przeciwieństwie do Tutusia, to pełen sukces :) :) :) Nawet nie wiecie jak mnie to cieszy :)
Uszyłam lalkę dla której sama przygotowałam wykrój, choć nie da się ukryć, że Tildowe inspiracje mi towarzyszyły :)
Jakoś tak uwielbiam Tidly, ale one bardziej mi pasują na dekorację wnętrza, a nie jako lalki zabawki...takie jakieś za chude są hihi :) No i pomyślałam sobie, że trzeba coś niecoś przerobić i wyjdzie niezła lalka :)
Kasia...bo tak ją nazwała MiMi ma 60 cm wzrostu i jest najlepszą przyjacółką mojej córeczki :)
Niesamowicie podoba mi się to,że lala nie ma buźki, co daje dziecku więcej możliwości, bo to ono decyduje czy lalka jest uśmiechnięta, czy smutna! Oprócz tego pomyślałam, że taka lalka moze być dobrą alternatywą dla zabawek, które zalewają nasze sklepy... Jako, że codziennie obserwuję grupę małych dzieci jestem "na czasie" i wiem, czym teraz dzieci lubią sie bawić. Nie będę już wspominać jak bardzo nieprzyjazne są teraz zabawki, bo to temat rzeka...jednak uznałam, że taka lalka to doskonałe połączenie obecnej mody na zabawki z całym kompletem akcesoriów :) dziewczynki przynoszą pieski, kotki, laleczki z torebusiami, sukienkami, bucikami, skrzydełkami i innymi pierdółkami ,więc.....
Kasia ma ze sobą cały zestaw akcesoriów :) Można ja zmieniać jak się tylko chce, a to jeszcze nie koniec, bo w mojej głowie kolejne pomysły :) Jestem pewna, ze taka lalka o wiele lepiej włynie na Miriamkowe poczucie estetyki niz jakieś plastikowe badziewie...no przepraszam, ale musiałam!


Oto Kasia...bez dodatków......



Tutaj Kasia z koroną i skrzydełkami anielskimi, choć MiMi twierdzi, ze tak zmienia ją w ptaka!




Nawet o Anioła trzeba dbać :) U pielęgniarki...

Kasia ma tez konika na kijku :) Razem z Miriamką szaleją po calym domu hihi :) MiMi na swoim reniferze, Kasia na koniku, a Mamusia....na miotle...ale to tylko dlatego, ze nie mamy więcej takich zwierzątek hihi :)




A tutaj moja i Mimi ulubiona wersja :) Królowa Kwiatów :)








Wszystkie elementy mozna zdjąc bez problemu i łączyć jak się chce :)







No i jeszcze Kasia ma małego misia :)


A to wszystkie akcesoria razem :)



Mam nadzieje, ze dotarliście do końca zdjęć :)
Pozdrawiam wszystkich i zyczę pięknej i rodzinnej niedzieli :)
Dziękuję za wyróznienia kochani!!!!! Obiecuję w najblizszym czasie zebrać je wszystkie razem i jak najszybciej odpisać na wszystkie maile!
A teraz koniecznie zapisujcie się TUTAJ na Moje CANDY :)
Czas do 08.03.2011 r. :) :)

wtorek, 8 lutego 2011

Candy!!! :)

Witajcie kochani :)
Tak wiem, wiem..kolejny post miał być o zmianach w pokoiku MiMi, ale niestety choroby nękające naszą rodzinkę i domowy szpital opóźniły nieco moje działania..
Tak sobie pomyślałam jednak, że jakoś trzeba przerwać tę złą passę i osłodzić sobie życie :)
Tym postem zatem ogłaszam moje pierwsze Candy!!! :)

Dłuuugooo zastanawiałam się co mogłabym Wam podarować w ramach mojej niespodzianki i w końcu już wiem :) Niedawno z okazji Dnia Babci i Dziadka uszyłam dla moich rodziców elegancką podusię z podobizną mojej MiMi, a ich wnuczki oczywiście. Szycie tej poduchy (mojej pierwszej w życiu zresztą!) sprawiło mi niesamowitą frajdę i chętnie uszyję podobną dla kogoś z Was :)
Poduszka uszyta będzie na podobę tej pokazanej na zdjęciach, tylko zamiast fotografii mojej córeczki będzie zdjęcie (ewentualnie inna garfika), które Wy sobie wymyślicie...może być to poduszka ze zdjęciem dziecka, Waszym, a może rodzinnym, czy też ślubnym :) :) :) :)
To takie spersonalizowane Candy hihi :) :) :)




Poduszka w całej okazałości wygląda tak.....







Jeśli w kolejce ustawi się wielu chętnych wylosuję jeszcze osobę do której poleci niespodzianka utrzymana w podobnym stylu :) :) :) A oto szczegóły zabawy:

1. Zostaw komentarz pod postem.
2. Umieść podlinkowane zdjęcie z informacją o Candy na swoim blogu/stronie
3. Osoby, które zaglądają do mnie, a nie komentują postów oraz nie mają bloga są równiez zaproszone do zabawy :) Wystarczy przy dodawaniu komentarza wybrać opcję anonimowy, a w jego treści dopisać swój adres mailowy :)

Losowanie odbędzie się 08.03.2011 r.


Dodam tylko jeszcze na zakończenie, ze kiedy zobaczyłam te bułeczki u Elisse po prostu musiałam je zrobić hihi :) Powiedziałam męzowi, ze czeka go świńska kolacja i biedak po prostu kompletnie nie mógł rozgryźć co tez kryje się pod takim zaproszeniem hihi Dodam tylko, ze jego pomysłowość nie znała granic...tego to się chłopak nie spodziewał :) :) :)
Minę miał niesamowitą gdy zaprosiłam go na świntuszenie przy kolacji i zobaczył takie stadko hihihihi :) :) :)



Pozdrawiam...lecę się kurować i dbac o moich choruszków.....
Zapisujcie się...mam nadzieję, ze ktoś chętny będzie!!!!!!!!

poniedziałek, 31 stycznia 2011

Gdyby ktoś kiedyś....


Gdyby ktoś kiedyś zobaczył takie drzwi, to koniecznie niech zapuka :)
Dzisiaj tak szybciutko chciałam Wam pokazać kolejne zmiany, które zagościły w naszym domku!
Całkiem niedawno pokazywałam Wam nasze drzwi wejściowe do mieszkania. Pisałam wtedy o mojej wielkiej miłości do muchomorków i zielonym kolorze :)
Jakoś tak wyszło, że po Świętach, podczas których królowała u nas czerwień, zachciało mi się zmiany :)
Po remoncie kuchni i zmianie jej wyglądu po prostu trzeba było postawić kropkę nad i , by całe mieszkanie stanowiło całość :)
Ja jestem BARDZO zadowolona z efektów. Wiem, że może pewne rzeczy można zrobić ładniej, lepiej, bo są magazyny wnętrzarskie, w których przedpokoje mnie kompletnie zachwycają, ale niestety nie na wszystko można sobie pozwolić....
Mimo to chyba tak jest właśnie lepiej. Bo kiedy coś się przerobi samemu, wymyśli, przemaluje to to cieszy jeszcze bardziej i jeszcze bardziej człowiek to docenia :)
Świat jest piękniejszy kiedy cieszymy się z tego co mamy.... :)
Wiem, że to tak starsznie banalnie brzmi, ale uwierzcie, że niewiele trzeba, by zmienić świat wokół siebie..
Kto jeszcze się zastanawia...wątpi w swoje zdolności, nich zaraz chwyta za pędzel i farbę! Czasem wystarczy poprzestawiać coś na półkach, meblach.... najwięcej frajdy przynosi przerabianie czegoś starego, zniszczonego i często kiczowatego w coś orygionalnego i stylowego :)
Do dzieła zatem!!!
W kolejnym poście zmiany u MiMi w pokoju...jak szaleć to szaleć :)

























A takie kolorki były jeszcz niedawno...wymieniliśmy tylko drzwi do łazienki i toalety. Lustro przewiesiłam, a na jego miejscu zawisł obraz :) Meble były drewniane (kolor widać w odbiciu lustrzanym), a przemalowaliśmy wszystko na biało, zmieniliśmy uchwyty szafek no i oczywiście kolor ścian...




niedziela, 16 stycznia 2011

Tutuś niewypał...

Witajcie :)
Oj kochani, ale Wy potraficie skrzydeł dodać!!!! Z całego serducha dziękujemy Wam za wszystkie przemiłe komentarze na temat naszej kuchni :) :) :)
To takie miłe, kiedy komuś jeszcze podoba się to co robimy :) :) :)
Wiele z Was pytało mnie o rodzaj farby, który wykorzystałam i jak zabezpieczyłam kuchnię. Tak jak pisałam mieliśmy najzwyklejszą białą farbę...akrylową.... Wymieszałam kilka odcieni szarości i nimi robiłam przecierki.... Niech teraz nie czytają specjaliści w dziedzinach postarzania mebli...szary uzyskałam dodając zwykłej plakatówki Miriamki hihi :) Podobnie zresztą jak to było z kolorem ścian... Biała farba i kapka plakatówki :)
Całość jest oczywiście zabezpieczona woskiem do konserwowania mebli. Nie jest to wbrew pozorom wydatek straszny...gdyby ktoś potrzebował namiary na taki sprawdzony i niedorgi to możecie pisać :) Ja uwielbiam wosk, bo kompletnie go nie widać, a super zabezbiecza powierznię. Jest genialny jeśli chodzi o zabawki drewniane...np miriamkowy domek dla lalek, czy kuchenkę! Zabawki wykonane są z bardzo jasnego drewna...teraz ono kompletnie nie ciemnieje, wygląda wciąż bardzo naturalnie, a jednocześnie wszystko może z niego zetrzeć bez problemu...nawet rozlaną kawę, co juz testowałam :)
Wiele z Was proponowało mi takze wymianę szybek w szafkach....a i owsze taka była moja pierwsza myśl, kiedy rozpoczęłam malowanie...nawet wymusiłam na kochanym K., ze jak najszybciej zakupimy siateczki metalowe, ale wiecie co...wiem, ze zdjęcia tego absolutnie nie oddają, ale te szybki naparwdę super wyglądają!!! Złocenia na nich są bardzo mało widoczne, a za to świetnie wyeksponowana jest tkaniana w róże :) Boję się, że przez siateczkę straciłabym właśnie cały efekt tych szafeczek :) Ale znając mnie jeszcze wiele razy będę zmieniać koncepcję hihi :) Jeszcze raz dzięki kochane :)

A teraz o moim wielkim niewypale!!!!
:( O tak niewypał pełną gębą!!! Otóż przed świętami szyłam bardzo dużo rzeczy na zamówienie, jakoś tak wyszło, ze nie robiłam im zdjęć...pewnie dlatego, ze to głównie króliczki były Tildowe, a ilez można pokazywać hihi ;p W każdym razie robiłam kiedyś malutkiego króliczka w rózowej sukienusi i MiMi oszalała na jego punkcie!!! To było straszne, kiedy musiałam jej tłumaczyć, ze to dla innej małej dziewczynki...obicałam zatem, ze uszyję i dla niej słodkiego kroliczka....
Jakoś tak nie miałam ochoty na Tildowy wykrój i szukałam innych pomysłów...pokazałam Mimi moje znaleziska..jeden na zdjęciu ją nawet zachwycił... Znacie dzieła mmmcrafts...genialne i niebanalne rzeczy szyje... Zasiadłam szybciutko do tworzenia wykroju, dobierania najsłodszych i najmilszych tkanin...szyłam i szyłam...w końcu wołam córeczkę, a ona na to
"Mamuś a co to jeee? To coś nie ma koko! (oko)" Zwątpiłam i to bardzo...tłumaczę więc...
"Kochanie to króliczek dla Ciebie...taka mała dzidzia do kochania i tulenia...a oczka ma tylko zamknięte, bo śpi..." mówiłam i nabierałam nadziei, że może moja córeczka jednak zauważy urok tego stworka... a ona tylko dodała
"Mamuś, ale to nie je Kila (króliczek) To Tutuś!!! (chociaz imię mu nadała) :( ale Mimi ce Kila!!!"
A więc co mi pozostaje...uszyć malutkiego, słodkiego Tildowego króliczka...
Owszem pobawiła się nim chwilkę, poprzytulała go, nakarmiła, ale potem postawiła obok chustecznika...powiedziała "I jo.."., a to znaczy niepodważalne o tak...tak ma być!!!!! I tak zostało....







Coby tak w pieluszce nie siedziała dorobiłam jej sukienkę taką.....




Nawet to nie zadziałało :(



Ogonek ma i nic.........


Za to uszyłam śpioszka dla Mamusi mojej i na szczęście ona była zadowolona...Napiszę tylko tyle, ze to pierwsza rzecz, którą uszyłam i zachwyciłam się jej wygladem....Chociaż zdjęcia niestety tego nie oddają...








Przepraszam, że się tak rozpisałam, musiałam wylać moje smutki hihi :) Pięknego tygodnia!!!!!