piątek, 4 października 2019

Moja uważność..

Witajcie...
Dzisiaj zupełnie spontaniczny post, bo tak jak sobie obiecałam, chciałabym tutaj także zostawiać ślad po moich przemyśleniach..
Dzisiaj wiele rozmyślałam o uważności..
Uważność, to coś, o co tak naprawdę w codziennym  życiu bardzo trudno. Uważność, czyli skupienie się na czymś i oddanie czemuś całym sercem, ale jak to osiągnąć w tym całym pośpiechu?
Łapię się na tym, że zajmując się dziećmi, wypełniając różne obowiązki nastawiam się na jak największą...produktywność, chyba tak mogę to nazwać. Wstawiając pranie drugą ręką przecieram zlew, wchodząc do pokoju podnoszę rozrzucone zabawki, choć weszłam tam w zupełnie innym celu,  gotując obiad oglądam ulubionych youtuberów, bawiąc się z dziećmi obmyślam co zostało do zrobienia.. Bardzo sobie cenię tę moją cechę, która pozwala mi ogarniać wszystko nawet z czwórką dzieci i cieszyć się wysprzątanym domem i wypitą przysłowiową ciepłą kawą, której zresztą nigdy nie pijam, wyjątkiem jest kawa zbożowa, jednak przychodzą chwile, kiedy w mojej głowie robi się za wiele, za wiele myśli jednocześnie..wtedy przychodzi potrzeba uważności.
Wbrew pozorom bardzo ciężko, czasem graniczy to z cudem, jest mi zapanować nad tą gonitwą w mojej głowie...wtedy wiem , że czas wrócić do mojego ukochanego sposobu na spowolnienie i wyłączenie się..
Biorę aparat, lub tak jak dzisiaj zupełnie spontanicznie, telefon, który zwykle mam przy sobie i patrzę na świat przez obiektyw. Nie chodzi tu w ogóle o piękne zdjęcia, godne profesjonalnego fotografa, absolutnie...robię, to, by być bardziej uważną. Uwierzcie, że patrząc przez obiektyw inaczej spostrzegamy świat, skupiamy się na szczegółach, detalach, których w codziennym zabieganiu w ogóle nie zauważamy, a nawet jeśli, to nie poświęcamy im czasu na który zasługują. Mówi się, że "diabeł tkwi w szczegółach", a ja jestem zdania, że w szczegółach właśnie objawia się wielkość Boga. Wtedy widać ile serca zostało włożone w stworzenie...czasem, aż trudno się nie wzruszyć i nawet jeśli ktoś nie jest osobą wierzącą, to na pewno czuje w duszy, że jest to coś wielkiego i nieopisanie pięknego..taki zwykły szczegół..
Tylko, by go zauważyć potrzeba uważności. Mogę przechadzać się ulubionymi ścieżkami tysiące razy, a nigdy nie zauważać ich prawdziwego piękna. Pamiętam jak wybraliśmy się kiedyś z K. do naszego ukochanego Torunia i zwiedzaliśmy go właśnie przez obiektyw aparatu...to był najwspanialszy nasz spacer po starówce, którą myśleliśmy, że znamy jak własną kieszeń. Tyle zachwycających szczegółów...
Tu nie chodzi o to, by później wracać do tych zdjęć, zachwycać się nimi, chodzi bardziej  to, by być tu i teraz  i uchwycać to, wyszukiwać, wtedy nasza dusza sama przełącza się na inny tryb, a raczej się wyłącza...odcina niepotrzebne myśli i jest tu i teraz..

Dzisiaj byłam uważna podczas spontanicznego spaceru.. 
Przyniósł mi wiele wspaniałych chwil i choć moje myśli biegały miedzy "kadrami", które oczy wypatrzyły, to moja dusza się oczyściła, spowolniła, przypomniała sobie jak ważne jest bycie uważnym i zauważanie tego co wokół nas..

Byłam tam ze Staszkiem, a z nami piękne jesienne słońce..złota godzina, której zwykle nie zauważamy..




































Jedno z moich ulubionych zdjęć.
Samo słońce wyczarowało portret mój i mojego synka..
Idąc z głową pełną myśli nigdy bym na to nie zwróciła uwagi..
















To zdjęcie, które pod żadnym względem nie ma walorów artystycznych, nawet ciężko spostrzec co przedstawia, a dla mnie jest wyjątkowe... Bardzo często spacerując przechodzę obok miejsca, w którym rośnie mnóstwo maleńkich dębów...za każdym razem budzi ono we mnie zachwyt..one takie maleńkie, a przetrwa pewnie jedno, aż w końcu stanie się potężnym dębem, który przeżyje nawet kilkaset lat..cieszę się, że mogłam tym maleństwom dzisiaj poświęcić chwilę..




Przy tych drzewach również przechodzę niemalże codziennie...za każdym razem budzą mój zachwyt..



Spróbujcie kiedyś...naprawdę.
Może to i dziwne o czym piszę, ale skoro mi pomaga, to może i ktoś jeszcze uzna, że brakuje mu uważności..

Pisanie bloga i wstawianie zdjęć ze skrawków naszej codzienności też jest troszkę podobnym ćwiczeniem ..próbuję uchwycić te wszystkie ulotne chwile. O wielu bym nie pamiętała gdyby nie wpisy..
Ostatnio też się działo sporo, zdjęcia w większości fatalnej jakości, robione telefonem, ale pokazują prawdziwe emocje i ważne momenty..

Nawet te, kiedy życie nie rozpieszcza, trzeba jechać do lekarza niezależnie od aury..




Te podczas, których bawimy się..




Robimy coś razem..




Jesteśmy blisko...




Te momenty, kiedy cieszymy się z tego, że mamy siebie..
Z tego, że w naszej rodzinie mamy już dwóch wspaniałych facetów, którym można przygotować niespodzianki z okazji Dnia Chłopaka...przecież każda powód jest idealny, by świętować :)
I nieważne, że zdjęcia byle jakie, ważne, że chcę te chwilę zachować w sercu..
















Momenty, w których dbamy o szczegóły naszego świata..



I te momenty, kiedy tak po prostu jesteśmy razem...
gdy mogę zapracowanemu mężowi przynieść ciepły obiad..



A gdy piszę do Was też zawsze staram się stworzyć sobie aurę srzyjającą uważności.. Jak to mówi K. tworzę sobie klimat...dzisiaj wygląda to tak..







A w tle od wielu lat towarzyszy mi zazwyczaj jedna muzyka...pewnie ta osoba się zdziwi, kiedy to przeczyta, ale zwykle otwieram stronę z bloga Kamili i cichutko w tle lecą piosenki ustawione na jej blogu...kiedy słyszę utwór Rodrigo Leao czuję się u siebie :) :) :)

Zostawiam Was z zachętą do tego, byście postarali się choć przez chwilę być tak naprawdę, od serca uważnymi...
Zawsze stresuję się wstawiając takie długie posty, wydaje mi się, że przesadziłam haha mam jednak nadzieję, że nie aż za bardzo :)
Pięknego, uważnego dnia Kochani!

poniedziałek, 30 września 2019

Czy to edukacja domowa?




 Mój ukochany pisarz, Fiodor Dostojewski, powiedział:

"Podstawową siłą pedagogiczną jest dom rodzinny"

Jakże często w ostatnim czasie przychodzi mi do głowy ten cytat..
Wrzesień wbrew pozorom to jeden z moich ulubionych miesięcy. To dla mnie taki mały nowy rok..taka gruba linia oddzielająca to co było do tej pory i kolejna szansa na nowe, na wprowadzenie zmian, postanowień.. Domyślam się, że wiele osób teraz skrzywi się pod nosem myśląc, że to bez sensu, jednak ja zdecydowanie należę do osób, którym to pomaga i które to motywuje. Pamiętam radość jaką dawały mi nowe przybory szkolne, jakie miałam plany i wyobrażenia o tym nowym roku..
Właśnie teraz jest ten czas, kiedy temat szkoły i edukacji jest obecny w mediach, w wielu rozmowach i właśnie o tym chciałam Wam napisać.
Od połowy wakacji spotykam się na każdym możliwym kroku z pytaniem o to czy moje córki idą do przedszkola. Uwierzcie mi , że nie było dnia bym nie została o to zapytana. Najdziwniejsze dla mnie działo się wtedy, kiedy odpowiadałam, że Hania owszem (ponieważ jest już w takim wieku), natomiast Krysia zostaje ze mną w domu. Przeogromne było moje zdziwienie, kiedy okazało się, że taka postawa budzi zaskoczenie, żeby nie powiedzieć oburzenie. Jak się okazuje przedszkole w opinii większości osób jest jedynym miejscem, w którym dziecko może się rozwijać i zabierając mu taką możliwość ograniczam je bardzo poważnie,
No dla mnie to był szok, zwłaszcza, że niemalże każdy kto podejmował ze mną rozmowę na ten temat nie krył zdziwienia skąd taka decyzja i twierdził, że powinnam ją zmienić. Początkowo próbowałam walczyć tłumacząc czym się kierowałam, ale z czasem zrozumiałam, że to nie ma sensu. Mimo wszystko temat ten tak bardzo mnie poruszył, że musiałam się Wam tutaj wygadać..
Jestem bardzo ciekawa jakie Wy macie podejście do tego. Nie chcę wdawać się w rozważania czy lepiej wrócić do pracy, czy zostać z dzieckiem w domu, bo nie o to mi chodzi, tylko czy nie pracując zawodowo powinnam oddać dziecko do przedszkola czy nie.
Przecież jeszcze do niedawna, patrząc nawet na swoje dzieciństwo. dla rodziny, w której mama była w domu naturalnym było, że dziecka nie posyłano do placówki, tylko zostawało w domu, aż do momentu kiedy wchodził w grę obowiązek szkolny. Przez wszystkie wieki było to wprost oczywiste, że dziecko najlepiej rozwija się w domu, że właśnie tego mu najbardziej potrzeba. Nagle ostatnie kilkanaście lat tak pozmieniało ludzką mentalność, że bez przedszkola się nie da, że już trzylatek musi uczęszczać do placówki i spędzać tam połowę swojego dnia. Musi, bo robią tak wszyscy pozostali. Naprawdę jest mi  ciężko to zrozumieć.. Nie chcę absolutnie negować przedszkoli, bo uważam je za bardzo potrzebne...no właśnie bardzo potrzebne , ale rodzinom, w których oboje rodzice pracują. Właśnie dlatego powstały przedszkola, by zapewnić dzieciom opiekę. Ja jestem w domu, opiekuję się małym Stasiem i zupełnie naturalnym dla mnie jest to, że Krystyna jest z nami..
Argumenty, że mogłabym odpocząć słyszę równie często.. Owszem, pewnie i bym wypoczęła, ale w tym momencie kto byłby odpowiedzialny za wychowanie mojego dziecka, kto miałby na niego największy wpływ i spędzał z nim najwięcej czasu..
Ostatnio bardzo popularny stał się temat edukacji domowej także dotyczącej dzieci w wieku przedszkolnym. Chociaż jestem wielką miłośniczką tematu, będąc nauczycielem z powołania tak bym tego naszego czasu nie nazwała. My po prostu jesteśmy razem i to stwarza najwięcej sytuacji edukacyjnych, a dziecko chłonie wszystko jak gąbka. Jestem przekonana, że nie jest to czas stracony i że daję dziecku to co najlepsze.
A co jeśli wrócę do pracy i będę zmuszona posłać dziecko do przedszkola wcześniej? Po prostu to zrobię i świat się nie zawali, ale teraz korzystam z tego przywileju dla mnie i mojej rodziny. Naprawdę ciekawa jestem Waszego podejścia...
Mam nadzieję, że powoli ucichnie ten temat i już nikt nie będzie drążył, dlaczego to ja ograniczam dzieci :) Jestem wdzięczna za to, że póki co mamy ten czas i nic nas nie goni.


A takie sytuacje wbrew pozorom tyle uczą..









Dzisiaj w wychowaniu na pierwszym miejscu dba się o edukację dziecka, a moim zdaniem najpierw trzeba dać mu jak najmocniejsze podwaliny do tego, by umiało sobie radzić emocjonalnie w tym dziwnym świecie, w tym całym zabieganiu, które na szczęście jeszcze przed nim, a którego nie uniknie..

















Wcale nie trzeba być pedagogiem, by mieć pewność, że dziecko nie będzie odbiegało od rówieśników..
Wystarczy kochać..i być..










Pewnie potraficie sobie wyobrazić jaką radość sprawiło Krystynie to,  że mogła ze mną upiec ciasto. Bez pośpiechu, od tak sobie w zwykłą środę..
A przy okazji ileż to matematyki ukrytej w tym było..




Jak zwykle dodam jeszcze kilka migawek z naszej codzienności, bo uwielbiamy rodzinnie do nich wracać :)
Niedawno odwiedziła nas przekochana rodzinka...rok temu wstawiałam zdjęcie z naszego spotkania i to niesamowite, że to tylko rok, a jaka zmiana :)
Pozdrawiam Was, bo pewnie to czytacie i może właśnie się uśmiechacie do ekranu :)




Kilka dni temu mój zwykły dzień zamienił się w wyjątkowy...ale jak mogło być inaczej..
Zobaczcie jaką wiadomość otrzymałam od mojego chleba powszedniego :)





W ostatnim czasie otrzymaliśmy bardzo dużo naturalnych, ekologicznych owoców..
pisząc dużo mam na myśli naprawdę duuuużżżooo :)
To zaledwie połowa!!!







A co powstało z tych pysznych śliwek pokażę Wam niebawem :) Czekoladoholicy strzeżcie się :)




 Ależ się rozpisałam...może ktoś tutaj dotarł :)\
Życzę Wam pięknego tygodnia!









wtorek, 10 września 2019

Wyjątkowy wpis..

Witajcie..
Jak długo mnie tutaj nie było, pora wrócić..
W ostatnim czasie dostałam tyle bodźców do tego, by znów zacząć pisać, że nie mogło być inaczej. Podczas mojej nieobecności w tym miejscu wiele razy zastanawiałam się po co mi to, jaki to ma sens...aż w końcu zajrzałam tu i przepadłam..
Przeglądając kolejne wpisy i wspominając wszystkie te uchwycone chwile stwierdziłam, że MUSZĘ wrócić, tyle wzruszeń i radości ile mi sprawiło czytanie starszych postów mówi samo za siebie.
Przemiłe było dla mnie to również, że wiele osób zachęcało mnie, by zacząć raz jeszcze...
Zakładając tego bloga myślałam, że będzie to blog typowo robótkowy, później jakoś tak wnętrzarsko mi się zamarzyło, aż w końcu coraz więcej wpisów dotyczyło naszej zwykłej codzienności i moich przemyśleń wszelkich...wtedy właśnie zwątpiłam w sens istnienia tego miejsca, ale wciąż pojawiał się ktoś, kto mówił, że to właśnie te wpisy są najcenniejsze i wiem, że są osoby, które czerpały dobro z tej mojej pisaniny...
Zatem wracam i chcę, by ten post był wyjątkowy...

Dlatego po prostu przedstawię Wam kogoś wyjątkowego, ponieważ w naszym życiu sporo się zmieniło do ostatniego wpisu..
Oto Staszek, mój mały mężczyzna, który na samym początku lata przyszedł na świat i powiększył nasze serca.. Nasz syn...




Stasio jest niezwykłym chłopcem... już przez sam fakt, że po prostu JEST..
Cudownie być mamą czwórki dzieci..
Między innymi o tym będę chciała pisać..





No i o tym jak ten mały chłopiec radzi sobie w tej zdominowanej mimo wszystko przez kobiety rodzinie...bo jak widać na zdjęciu starsze siostry radzą sobie z nim doskonale haha
Mama wyszła tylko na chwilkę z pokoju...ale w sumie nie wygląda na niezadowolonego ;)






Tak właśnie o tym będę pisać, o naszej codzienności, naszych przemyśleniach i wartościach, o pasjach i tym co dla nas ważne..
O byciu rodziną wielodzietną w czasach, kiedy to już nie jest takie oczywiste...




Do następnego wpisu :)