wtorek, 15 grudnia 2009

Masosolne kompendium :)

Witam :)
Dzisiaj troszkę inaczej będzie....dzsiejszy post to kompendium wiedzy na temat masy solnej oraz pomysłów na jej wykorzystanie.
Moi uczniowie dostali bardzo ambitne zadanie wykonania własnoręcznie wykonanych, masosolnych prezentów. Dzisiaj odbyło się tajne losowanie, w którym każdy wylosowł imię osoby, dla której taki przezent ma stworzyć....oj wesoło było :) Mam nadzieję, że tym postem pomogę choć troszkę i dzieciom i rodzicom...a może i ktoś ze stałych zaglądaczy tez skorzysta i czymś się zainspiruje.

Przepis na masę solną znaleźć można tutaj. Znajdują się na tej stronie także liczne wskazówki dotyczące modelowania masy oraz jej suszenia :)

Kursy obrazkowe....tak zwane krok po kroku :)
Aniołek z tabliczką - autorką kursu jest niezykle utalentowana masosolnie Monika Madejek
Masosolny Mikołaj - autorka Marta Lach, kolejna masosolna mistrzyni :)
Anioł - autorka e-joanna
Jak pomalować masosolną figurkę - autorka Monika Madejek
Aniołek z zawieszką spinaczową :) -autorka qlka
Nasól sobie - cały, piekny blog poświęcny masie solnej!!! - autorka solmilar
Ramka do zdjęć z masy solnej i CD - autorka e-joanna
Kotek - autorka monika Madejek
Bobas- autorka Lamarta
Kotek w 10 minut :) - autorka Monika Madejek
Prosty aniołek z 7 kulek - autorka Monika Madejek

Mam nadzieję, że każdy znajdzie coś dla siebie :)
życzę miłej pracy, a w razie jakichkolwiek wątpliwości zawsze chętnie pomogę i podpowiem...jeśli będę wiedziała :)

Pozdrawiam serdecznie.....a moim wiernym podgladaczom obiecuję, że niedługo mój masosolny post.....znowu zaczęłam lepić moje stojące figurki :) A oprócz tego w domu wielka fabryka Mikołaja...produkuję i produkuję wszelkiej maści prezenty świąteczne, proszę się po świętach spodziewać wysypu postów hihi :)
Pozdrawiam serdecznie z mojej białej wioseczki :)

wtorek, 8 grudnia 2009

Shabby chic - wersja dziecięca :)

No to krzesełka skończone :)
Tak jak juz pisałam wcześniej, niedawno koleżanka uratowała przed spaleniem dwa bardzo stare krzesełka z dawnego złobka. Nawet sobie nie wyobrażacie ile wersji przerabiania tych krzesełek pojawło mi się w głowie... Oj nie mogłam się zdecydować...tu wielki ukłon w stronę mojego Ukochanego K., który musiał wysłuchiwać moich marudzeń, to jest dopiero przyjaciel :) cierpliwość to ma anielską do mnie po prostu :)
W końcu zdecydowałam i padło na styl shabby chic!!! To styl, który od jakiegoś czasu absolutnie mnie fascynuje i marzę o całym salonie utrzymanym w tym stylu....ale póki mogłam wykazać się na krzesełkach :)
Oczywiście bardzo mi zależało, zeby krzesełka nie przestały być dziecięcymi, dlatego to shabby chic - wersja dziecięca hihi :)


Krzesełka są dwa. Jedno dla mojej Mimi, a drugie dla Marysi, córeczki koleżanki, od której mam te cuda. Miały być równe, ale ja nigdy nie robię dwóch takich samych rzeczy, dlatego wymyśliłam podpisy: Miriam i Marysia :)


No i motyw, który po prostu kocham..ręcznie malowany...wiem nieskromna jestem w tym momencie, ale jak dla mnie, wzór ten jest cudowny i doskonale oddaje klimat krzesełek w stylu shabby chic dla dzieci :)


U dołu siedziska koronka.......dodaje dziewczęcego uroku :)



niedziela, 6 grudnia 2009

Mikołajki :)

Witam Mikołajkowo :)
Disiaj piękny dzień...choć za oknem buro i ponuro, ja wciąż chora (z wyjazdu na Targi do Poznania nici - porażka), ale i tak dzień ten zaliczam do pięknych i niepowtarzalnych...
Kiedy byłam małą dziewczynką uwielbiałam Mikołajki...wspólne czyszczenie kozaków dzień wcześniej, próbowanie coraz to nowych sposobów jak tu nie zasnąć i podejrzeć Mikołaja...no i coroczne donoszenie rodzicom na starszego brata, który wstawał jako pierwszy i wyjadał część moich słodkości hihi Zawsze kochałam ten dzień.... I nastał kiedyś grudzień, kiedy rodzice stwierdzili, że już jesteśmy dorośli i nie będziemy robić sobie prezentów....wielkie było zdziwienie, kiedy rano w kozakach każdy domownik i tak znalazł małą niespodziankę...faktycznie byłam na tyle dorosła, bym to ja stała się Mikołajem :) Niesamowite uczucie widzieć radość i tak wielkie zaskoczenie u obdarowanych...jednak nie zbyt dorosłych, by nie cieszyły ich Mikołajki :) Co roku czekam na ten dzień jak dziecko...teraz to ja jako pomocnik Świętego Mikołaja odczuwam ten niezapmniany dreszczyk emocji, kiedy zakradam się nocą do kuchni i podkładam słodkie upominki do kozaczków :) A jakie było moje zaskoczenie, kiedy dzisiaj podrzucając prezenciki zastałam Buty juz w połowie zapełnione :)
Oprócz tego rzecz niesamowita...o 2.30 Mimi nagle obudziła się...nie spała do 4 i prawie cały ten czas stała przy balkonowycm oknie...wskazywała na niebo i koniecznie chciała nam po swojemu o czymś opowiedzieć...możecie się śmiać...nie wierzyć, ale my z ukochanym K. mieliśmy ciarki na plecach....bo skąd akurat tej nocy zachciało jej się sterczeć w oknie i wyraźnie czegoś wypatrywać....dla mnie to było coś pięknego i na pewno ta chwila pozostanei mi w pamięci na zawsze... wierzę, że udało się podejrzeć Świętego...


Mikołajki w tym roku były dla mnie wyjątkowe takze przez udział w zabawie Dagmary.
Ja prezent stworzyłam dla Mili. Zimowy zestaw skarpety i rękawiczek :) Oj ostatnio miałam w domku całą fabrykę takich zestawików :) W następnym poście będzie ich więcej :)
Miałam ogromny problem z aparatem, więc zdjęcia podkradłam z Domilkowego bloga :)




A to zapakowane prezenciki dla Mili :)


Ja natomiast byłam niezwykłą szczęściarą, bo dostałam dwa upominki :) Przyleciała do mnie cudowna zawieszka od Alewe! Jest przepiękna i ślicznie dopracowana...dziękuję kochana!!!!!!!!


No i tu wielka niespodzianka...prezent od Karoliny :) :) Jej paczuszka miała powęrdować do violcio11, a przez pomyłkę (podobieństwo imion) przywędrowała do mnie :) I ogromnie się cieszę, bo takie oto cuda mi się trafiły!!!!! Karola...nawet nie wiesz jaką mi radość sprawiłaś tym nadprogramowym prezentem :) :) :) :) :) :)



Pozdrawiam wszystkich zaglądających i życzę Miłego Wieczoru......a na koniec dnia nie zapomnijmy podziękować za wszystko Mikołajowi ŚWIĘTEMU :)

czwartek, 3 grudnia 2009

Nieoczekiwane zamówienie..

Witam :)
A ja znowu nie o Świętach i znowu chora....
Zacznę od tego, że kilka dni temu dostałam nieoczekiwane zamówienie na Tildową anielicę...miała powstać w tempie ekspresowym i pasować do żółtego pokoju jej przyszłęj właścicielki! Taką ją sobie wymyśliłam, a teraz koszmarnie się stresuję, bo nie wiem czy się spodoba! Zdjęcia wyszły fatalnie, bo mgła dzisiaj u nas okrutna, a na poprawę pogody nie miałam co czekać, bo Anielicy czas było w drogę ruszać...



Jeszcze muszę Wam napisać o tym krzesełku.... Jakiś czas temu dostałam dwa takie krzesełka od koleżanki, która uratowała je przed spaleniem w piecu. Krzesełka pochodzą ze starego, dawno zlikwidowanego żłobka i robią niezłe wrażenie....Takie prawdziwe, bardzo stare krzesełka...początkowo ich wygląd kojarzył mi się z klimatami jak z filmu "Sierociniec" itp..... Chciałam je nawet zrobić w stylu Primitive, ale jakoś tak mnie ciarki na samą myśl przechodziły, więc aktualnie mam inny pomysł na nie :) Ale o tym kiedy indziej :)


Najzabawniejsze było kiedy chciałam zrobić zdjęcie krzesełkom zanim się jeszcze nimi zajęłam...niestety nie dało się...zawsze kiedy wyciągałam aparat moja mała modelka, w tempie błyskawicy, podbiegała, wskakiwała na krzesło i w najlepsze pozowała do zdjęcia, jakby to jej prywatna sesja była hihi. Jak komuś się uda dojrzeć, to krzesełka wyglądały tak :)

Noo i jeszcze na zakończenie dodam tylko, ze jestem kolejny raz chora :( Mamy w domu szpital domowy, bo wczoraj Mimi do mnie dołączyła....

Nie wiem jak będę się czuła, ale od dawna planowałam jechać w najbliższą niedzielę do Poznania na Festiwal Sztuki i Rękodzieła Artystycznego....czy ktoś z Was może się tam wybiera???????

poniedziałek, 23 listopada 2009

Macierzyństwo :)

Dzisiaj o macierzyństwie będzie...krótko, zwięźle i na temat...

Z dedyacją dla mojej ukochanej córeczki!

Bo takie chwile są najcenniejsze........







Wiem, wiem powinnam się zająć świątecznym szyciem, ale musiałam...po prostu musiałam :) Króliczka ma ponad 40 cm i na komodzie wygląda świetnie...przynajmniej dla mnie :)


A od jutra zaczynam przygotowania do świąt :) obiecuję hihi :)

środa, 18 listopada 2009

W szpitalu chorych sprzętów...

O tak...od jakiegoś czasu zamieniłam się w pana Ambrożego Kleksa i swoje mieszkanie zamieniłam w szpital chorych sprzętów :)
Pamięta ktoś jeszcze ten wątek Akademii Pana Kleksa??? To miejsce, do którego trafiały popsute i niechciane sprzęty, zabawki i każda z nich zostawała wyleczona :) Ja Akademię Pana Kleksa tak naprawdę odkryłam bardzo późno, bo kiedy byłam już dorosła..... Prowadziłam zbiórki zuchowe o Akademii i jako wzorowej druzynowej wypadało mi się dobrze do tego przygotować! Przeczytałam książkę od deski do deski i do tej pory jestem nią zafascynowana jak dziecko :) Zbiórki wyszły fantastycznie...Akademia Pana Kleksa niesamowicie pobudza wyobraźnię dziecka i moim zdaniem jest to najlepsza książka literatury dziecięcej jaką przeczytałam...a trochę tego było :)
No tak...tylko nie o tym miałam pisać hihi
Jakiś czas temu obiecałam Małemu Mistrzowi, synkowi Rachel ,
że pomogę biednemu, schorowanemu misiowi, który cierpiał na ciężkie schorzenia jakimi były brak łapki i "prawiebezgłwie"! Misiu wyglądał tak...........

Długo gościł u mnie..oj bardzo długo, ale w tym czasie przeszedł kurs na superbohatera i na cześć swojego właściciela został odznaczony "M", co oznacza Mistrza :) :) :) Teraz Miś dumnie zadziera głowę, za plecami powiewa mu mistrzowska peleryna, na czole i łapce ma też opaski bojowe....

Do tego woreczek specjalnie dla Małego Mistrza i przydasie, przydasie i przydasie...Oby tylko Mistrzu był zadowolony :)



Oprócz tego nadal pracuję nad zaległościami...tym razem dla Beli
Bardzo się starałam...miało być romantycznie i Tildowo....mam tylko nadzieję, że lalka już jest u Ciebie i, że choć troszkę się podoba! Przepraszam, że tak długo...

Pozdrawiam wszytskich zaglądających i zdrówka życzę, bo mnie chróbsko dorwało :(

wtorek, 10 listopada 2009

Kuchennie


Witajcie!
Znowu po dość długiej przerwie zdążyłam się za Wami bardzo stęsknić! Na szczęście mogę w końcu pokazać kolejne moje prace i przy okazji napisać Wam co u mnie :)
Ostatnimi czasy swój robótkowy czas poświęcałam na nadrabianie zaległości i tym sposobem paczuszki dla Rachel i Beli już w drodze, a kolejne czekają jedynie na spakowanie. Nie wiem czy mi to wybaczycie kochane!!! Poczekam, aż paczuszki do Was dotrą i wtedy dopiero pokażę to u siebie.
A co mam dla Was dzisiaj? Jakoś tak ostatnio mnie wzięło na decoupage :) No i koniec kropka musiałam chwycić pędzle i serwetki w dłoń...
Jakiś czas temu zajęłam się drewnianym chlebakiem, który z nowego przerobiłam na stary, rodem z wiejskiej, babcinej kuchni. Nie wiem czy zdjęcia oddają efekt jaki udało mi się osiągnąć, ale chlebak wygląda bardzo realistycznie. Z jednej strony bardzo delikatnie,a z drugiej bardzo staro :) Niezbyt często się to zdarza, ale jestem z niego bardzo zadowolona. Najśmieszniejsze jest to, że na poczatku, za każdym razem kiedy miał mnie ktoś odwiedzić, a ja o tym wiedziałam, obowiązkowo chowałam ów chlebak przed całym światem, bo się go wstydziłam. Siedział na dnie szafy, baaardzzoo głęboko, a po wyjściu gości wyjmowałam go, bo było mi szkoda tej pracy, którą w niego włozyłam hihi :)
Razu pewnego, pewien nieoczekiwany gość, jakim był mój tata, zobaczył moje "dzieło" i.....zachwycił się :D
Po prostu padłam z wrażenia, bo Mój Tata, który sam potrafi tworzyć niezwykłe cudeńka, zachwycał się tym w jaki sposób udało mi się osiągnąć taki realistyczny efekt postarzenia...oj gdybyście widzieli jaka byłam wtedy z siebie dumna :D On pewnie tego juz wcale nie pamięta, ale ja owszem :)
Teraz chlebak stoi na honorowym miejscu w kuchni, jest moją dumą i daje mi wiele radości, kiedy co jakiś czas nowa osoba podziwia jego wygląd :)
Wiem, jestem beznadzieja i wyszłam dzisiaj na straszną chwalipiętę, ale przecież Wy najlepiej wiecie jak wiele znaczy dla "hendymejdowców", kiedy ktoś inny doceni jego pracę!
W każdym razie do kompletu stworzyłam jeszcze solniczkę i wieszaczek. Na zdjęciach całość wygląda dość wzorzyście, ale w kuchni wszystko jest umiejscowione w znacznych odległościach, więc tulipanki wyglądają delikatnie :)
Za jakiś czas lakier na solniczce i wieszaku zżółknie jak na chlebaku (się zrymowało nawet), wtedy będzie idealnie :D










No i chciałam jeszcze podziękować wszystkim tym, którzy odpowiedzili w kometarzach na moją ostatnią prośbę! Jesteście kochani! Zmotywowalście mnie i to nawet nie wiecie jak bardzo! Poznałam tez wiele blogów, na które trafiłam pierwszy raz dzięki Waszym wpisom! Tak się cieszę, że jesteście :)


No i moja kochana Czaplania wpada do mnie...niesamowite :) :) :) :******


To się rozpisałam nieco....pozdrawiam cieplutko!